facebook:
Hanoi

2019-10-17 4 min to read

Życie w Hanoi – początki

Category : Azja południowo-wschodnia

Good morning Vietnam! Czyli co mnie nie zabije to wzmocni…

Minęły niecałe trzy tygodnie od mojej przeprowadzki do Wietnamu i niecałe dwa miesiące od momentu, kiedy zdecydowałam się podjąć pracę nauczyciela języka angielskiego w Hanoi. Powiem szczerze – nie jest łatwo. Wietnam jest jednym z tych państw, do których trzeba się zwyczajnie przyzwyczaić… Początkowo ma się wrażenie, że cały świat jest przeciwko Tobie. Trudno jest zrobić zakupy(nie rozumiesz napisów na produktach), jeszcze trudniej zrobić je tak, żeby nie przepłacić (właściciele małych sklepików najczęściej nie umieszczają cen na sprzedawanych towarach, trzeba się targować). Kawa jest wiecznie za słodka – podawana ze skondensowanym mlekiem lub syropem cukrowym (a Ty za nic w świecie nie potrafisz poprawnie wymówić zwrotu ‘bez cukru’), jadasz w nieodpowiednich miejscach, a więc płacisz potrójnie i ciągle jesteś zmęczony. Musi jednak tkwić w tym wszystkim jakiś urok, w przeciwnym wypadku nie wykształciła by się tutaj tak ogromna społeczność tzw. ‘expatów’ – przybyszów ze Stanów, Wielkiej Brytanii i Afryki Południowej.

Najtrudniejsze są upał i smog. W październiku temperatury nadal sięgają 30 stopni. Klimatyzacja przyprawia człowieka o katar – w hotelach, hostelach i pokojach do wynajęcia najczęściej ustawiona jest tak, ze dmucha wprost na ciebie kiedy śpisz. Hanoi pod względem zanieczyszczenia powietrza jest drugie na liście miast w Azji Południowo-Wschodniej. To jeszcze nie Indie lub Chiny, ale jakość powietrza zdecydowanie wpływa na zdrowie.

Będąc jeszcze w Warszawie zastanawiałam się nad zakupem maseczki anty smogowej, ale pomyślałam, że w Hanoi prawdopodobnie kupię ją taniej. Ogromne było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że tutejsze apteki sprzedają jedynie papierowe maseczki, które przy podobnym stężeniu CO2 są zwyczajnie bezużyteczne. Przez jakiś czas myślałam nad zakupem maski online, dopóki nie poinformowano mnie, w jaki sposób działa poczta w Wietnamie. Listonosz próbuje dostarczyć przesyłkę trzy razy, a jeśli za każdym razem nie ma cię w domu, paczkę odsyła się do adresata. Poczta co prawda dzwoni, kiedy przesyłka się zbliża, możesz z łatwością umówić się na dostarczenie jej w dogodnym dla Ciebie terminie, ale tylko pod warunkiem że … mówisz po wietnamsku! Zakupy online będą musiały poczekać. Póki co umówiłam się na wizytę w specjalistycznym sklepie na drugim końcu miasta.

Poszukiwanie mieszkania również nie okazało się tak łatwe, jak sobie to wyobrażałam… Owszem stale powiększające się grono przybyszów z zachodu sprawia, że powstaje coraz więcej agencji specjalizujących się w wynajmowaniu mieszkań ekspatom, jednak ceny które oferują, często są powyżej twoich możliwości, jeżeli dopiero co przyjechałeś, a na pierwszą wypłatę musisz długo poczekać. Łatwo jest znaleźć sporo ogłoszeń w grupach na facebooku (sposób, na który sama się zdecydowałam), jednak umówić się na oglądanie mieszkania to jedno, a dotrzeć we właściwe miejsce o właściwej porze to coś zupełnie innego… Do tej pory zastanawia mnie jak właściwie działają adresy w Wietnamie… W Hanoi prawie każdy zawiera w sobie nazwę ulicy oraz numer mniejszej uliczki od niej odchodzącej, dalej jest jeszcze alejka odchodząca od mniejszej ulicy wpadającej do większej ulicy i dopiero potem numer domu (który notabene nie zawsze znajduje się na drzwiach)– skomplikowane prawda? Tak więc dla niedoświadczonej osoby znalezienie właściwego adresu czasami okazuje się niewykonalne. Jeżeli szukając pokoju/mieszkania jakimś cudem musisz trafić pod pięć różnych adresów, jest niemiłosiernie gorąco, krztusisz się od kurzu i bolą cię nogi, prawie na pewno pod koniec dnia zdecydujesz się na którąś z obejrzanych opcji, nawet jeśli żadna do końca ci nie odpowiada.

Sama zdecydowałam się na współdzielenie mieszkania, a właściwie domu (tutaj raczej współdzieli się wielopiętrowe domy) z grupą innych przyjezdnych, jednak szybko okazało się, że chociaż pokój jest duży i ładny, samo lokum ma spore minusy… W kuchni brakuje talerzy i sztućców – gdzie się podziały, do tej pory nie wiem. W zlewie często widuję brudne talerze. W lodówce nie ma miejsca na moje zakupy, a łazienkę przydałoby się porządnie wymyć – rzeczy, których nie sposób dostrzec przy pobieżnych oględzinach. Nie mówiąc o tym, ze w Wietnamie panują nieco inne standardy wygody i czystości w ogóle, a myszy i mrówki są zjawiskiem normalnym. Mimo wszystko takie warunki mieszkaniowe zdecydowanie potrafią człowieka odmłodzić.

Przy tych wszystkich trudnościach zaczynasz się cieszyć najmniejszymi sukcesami – znalezieniem dobrych i tanich miejsc do jedzenia, rozmową z roześmianym taksówkarzem dukającym kilka słów po angielsku czy tym, że udało Ci się kupić klej i możesz wreszcie skleić sobie buty 🙂

Tym optymistycznym aktem na dzisiaj zakończymy.