facebook:
blogg1

2018-05-13 3 min to read

Jak to jest z tą emigracją?

Category : Rozmaite, Życie w Szkocji

Pięć lat temu, kiedy po raz pierwszy pojawiła się realna możliwość i propozycja przeprowadzki na stałe do Francji, powiedziałam: „Nie”. Nie wyobrażałam sobie życia poza Polską, z daleka od ojczystego języka, polskich księgarni, bibliotek, książek. Z dala od ukochanego Krakowa, miejskiego, tętniącego życia kulturalnego i przyjaciół. Dziś już od trzech lat mieszkam (właściwie pomieszkuję) w Szkocji. Co się zmieniło?

Czy przestałam tęsknić? Nie, tęsknię nadal. Z niektórymi z przyjaciół straciłam już kontakt, z innymi ciągle jednak spotykam się, kiedy tylko nadarzy się okazja. Książki musiały zostać na półce w domu rodziców, niechętnie przerzuciłam się na e-booki. Brakuje mi własnej biblioteki i bycia „na czasie” z wydawniczymi nowościami, ale co poradzić. Za jakiś czas zacznę może częściej przyjeżdżać na zakupy do kraju. Brakuje mi także kin studyjnych i dobrych, polskich filmów. Dobrych filmów w ogóle. Żyję trochę z boku, trochę nie w swojej kulturze, trochę zasymilowana, ale jednak obca. I to jest ok. Tymczasowość tego stanu pozwala mi zdystansować się od świata, być może dlatego, że nigdzie nigdy nie zamieszkałam na stałe.

Dlaczego więc Szkocja, nie Francja? Po pierwsze meandry języka. Angielski versus francuski. Po drugie – zwyczajnie ludzka mentalność. Francuzi podobno nie lubią Brytyjczyków, a Brytyjczycy Francuzów, co mnie dziwi, bo narody niby tak od siebie dalekie, ale jednak tak sobie bliskie. Tu i tam przede wszystkim liczy się grzeczność i dobre maniery, a obydwa państwa zamieszkują mistrzowie „czitczatów”. Tu i tam na pytanie: „Jak się masz?” automatycznie odpowiada się „Dobrze”, zazwyczaj nawet nie patrząc rozmówcy prosto w oczy. Obydwa języki ugrzecznione bywają do bólu, chociaż angielski przynajmniej ma jeszcze i tę mocną, siarczystą tudzież robotniczą odsłonę. O pogodzie również obydwa narody potrafią rozmawiać na miliony sposobów. W Szkocji i tak ciągle pada, więc ja się pytam – po co? 🙂 Mimo tego jednak Szkoci (Anglicy niekoniecznie) są bardziej serdeczni, otwarci, szczerzy, a więzi międzyludzkie w tym kraju nawiązuje się łatwiej. Być może dlatego, że tak bardzo lubią przesiadywać w pubie? Wygląda na to, że im dalej na północ, tym mniej kontrolek, a ludzie stają się bardziej naturalni.

We Francji narzekałam czasami na upały (ot,głupota!), w Szkocji brakuje mi słońca. Witamina D3 nie bez uzasadnienia nazywana bywa witaminą szczęścia. Jednak całokształt krajobrazu w Szkocji wypada lepiej od tego francuskiego, przy górskich, tajemniczych mgłach, wzgórzach, jeziorach, pięknych klifach – widoki zapierają dech w piersiach. Południe Francji naprawdę jest ładne, malownicze, ale pochodząc z krainy czterech pór roku, jakoś nie potrafiłam odnaleźć się wśród drzew palmowych, silnego, białego światła rażącego oczy nawet w zimie, zatłoczonych latem plaż, dotkliwie odczuwalnym braku prawdziwych, liściastych parków oraz lasów. Pytanie – gdzie by tu się osiedlić, żeby znaleźć równowagę? Żeby i trochę więcej słonka było, ale jednak i zimowa zima, drzewa takie jak w domu, a najlepiej jeszcze dobre jedzenie?

Plusem emigracji jest to, że zmienia perspektywę z jaką patrzymy na świat, poszerza horyzonty. Uczy dokonywać świadomych wyborów (bo żeby wybierać trzeba znać alternatywę). W moim wypadku dobrą stroną jest to, że pozwala mi podróżować (tak, banalny powód-finanse). Po pewnym czasie człowiek się przyzwyczaja, przywiązuje… Mimo, iż myślę, żeby za rok czy dwa przenieść się z powrotem do kontynentalnej Europy (pytanie gdzie?), Szkocję zawsze będę wspominać z sentymentem. Podobnie jak południe Francji – wspaniałe wspomnienia 🙂

  • Stan B

    Loved the post Kasia – thank you for sharing.
    I wonder if Australia would push your decision of perhaps staying in Europe to breaking point. The country offers everything, and I mean EVERYTHING, from snow in the Blue Mountains, to 50+ degrees dry heat, from tropical rainforests to even basic European weather and culture like in Melbourne.