facebook:
Storr Isle of Skye

2018-04-03 2 min to read

Za podróżami tęsknię

Category : Rozmaite, Życie w Szkocji

Do Szkocji wiosna zagląda powoli, wręcz bardzo powoli. Niby już wszędzie zakwitły żonkile, gdzieniegdzie widuję także krokusy, co jakiś czas słońce przyświeca naprawdę mocno (w marcu/kwietniu, w Szkocji! ), ale idąc do pracy wciąż zakładam zimową kurtkę, wiatr wieje, a na spacery nie wybieram się bez grubej czapki na głowie. Przedwiośnie w szkockich Highlands zazwyczaj bywa błotniste, ale zdecydowanie nie szare, kolory są raczej jesienne – złocienie, czerwienie i brązy. W tym roku aura sprzyja :).

Miesiąc temu, kiedy wciąż jeszcze przeżywałam szok klimatyczny po powrocie z Azji, Szkocję zasypał śnieg (no, może raczej śnieżek). Miasta sparaliżowało – dosłownie, nie w przenośni. W Edynburgu zatrzymano ruch autobusowy, pociągi się spóźniały, a lotnisko pozostawało zamknięte przez okrągłe trzy dni. W kraju bez pługów śnieżnych tak czasami się dzieje. W końcu wyspy brytyjskie to raczej kraina deszczowców, nie pingwinów. Podróż na północ upłynęła mi na gapieniu się w białą, mglistą pustkę.

Po czym poznałam, że tak, że to już, że oto właśnie znalazłam się w Szkocji? Zwyczajnie – ludzie byli mili i pomocni dosłownie na każdym kroku. Coś, co w Polsce nie jest do końca aż takie codzienne. A szkoda. W autobusie pasażer, którego zwyczajnie spytałam, na którym przystanku powinnam wysiąść, opuszczając pojazd jeszcze dwa razy sprawdził, czy na pewno dobrze zrozumiałam i czy wiem, że to już na następnym skrzyżowaniu. Edynburg znam dobrze, ale mimo wszystko są jeszcze okolice, w których nigdy nie byłam. Szkocką uprzejmość doceniam.

Tak więc jestem na Skye i próbuję zaplanować sobie kolejne lato. Myślę nad rzeczami, nad którymi będę w tym roku pracować i nie, nie chodzi mi zupełnie o pracę typowo zarobkową. Projetków mam kilka, a co z tego wyjdzie – przyszłość pokaże. Mimo wszystko jest we mnie nutka nostalgii. Tęsknoty za przygodą, za życiem w drodze, za nowymi miejscami za stuprocentową wolnością. Wyspę znam na wylot i chociaż uwielbiam to miejsce, nie mogę powiedzieć, że cokolwiek jest mnie jeszcze w stanie tu zaskoczyć. Może poza głupotą niektórych turystów, ale takich na szczęście nie ma wielu.

Tegoroczna podróż po Indiach i trzy tygodnie w Borneo były niesamowitym doświadczeniem. Wiele się nauczyłam – przecież o to chyba w podróżowaniu właśnie chodzi. Najpiękniejsze wspomnienia? Zdecydowanie dwa tygodnie wolontariatu w środku dżungli, do tego pobyt w niewielkiej wiosce w Himalajach, gdzie pomagaliśmy w nauczaniu j.angielskiego i budowie farmy grzybów. Co dalej? Kaszmir, region wciąż pobrzmiewającego konfliktu pomiędzy lokalnymi mieszkańcami,Indiami i Pakistanem, gdzie zetknęliśmy się z sytuacjami nieco ekstremalnymi i skąd wywiozłam mieszane wrażenia. New Delhi – zderzenie z hinduską codziennością w pełni. Obchody Diwali (święta świateł) w złotej świątyni (jednej z najpiękniejszych budowli w Indiach) w Amritsarze. I wreszcie Hampi – miejsce jedyne w swoim rodzaju. Jest tego wiele.

W głowie kołacze się więc pytanie – kiedy znowu wyrudzę w drogę i gdzie tym razem ? 🙂

Poniżej linki do kilku tekstów o wspomnianych wyżej miejscach/doświadczeniach:
Kaszmir
wolontariat w Laluri
trochę więcej o Laluri
Co nieco o Borneo
wolontariat-sercu-dzungli
New Delhi