facebook:
BORNEO

2018-02-08 5 min to read

Bądźmy eko-friendly, bo Borneo umiera

Category : Borneo i równikowa dżungla

Jestem jak każdy inny Europejczyk (?)… Na co dzień staram się szanować naturę, nie śmiecić, nie niszczyć przyrody dookoła mnie. Doceniam uroki świata roślin i zwierząt – lubię chodzić po górach, pływać w czystych jeziorach, opalać się na plaży. Kocham chodzić boso po trawie. Zazwyczaj nie zastanawiam się jednak nad stanem środowiska naturalnego. Kiedy mogę, segreguję śmieci, bo coraz więcej krajów wprowadza nowe regulacje prawne, a ja myślę, że to dobry pomysł. Nie poświęcam jednak zbyt wiele uwagi umierającym ekosystemom. Ba, o sytuacji lasów tropikalnych na świecie do niedawna miałam blade pojęcie. Wszystko jednak zmienia się, kiedy człowiek zobaczy pewne rzeczy na własne oczy…

Pierwszy raz uświadomiłam sobie, jak ważne jest rozwijanie świadomości ekologicznej w ludziach, podróżując po Azji Południowo-Wschodniej. W miastach, wioskach i miejscach turystycznych dookoła mnie często piętrzyły się stosy śmieci. W morzu i jeziorach pływały plastikowe butelki, foliowe opakowania, worki i szmaty. Piękno krajobrazu zakłócały przydrożne wysypiska. Pewnego dnia podczas jazdy motorem o mało nie uderzyła we mnie butelka po napoju wyrzucona z samochodu jadącego kilka metrów z przodu. Jeszcze gorzej było, kiedy podróżowałam w tym roku po Indiach – kraju fascynującym i owszem, ale jakże brudnym. Zwierzęta hodowane w miastach żywią się tam śmieciami, krowy przeżuwają kartonowe pudła wyrzucone na ulice, owoce smakują tak, jakby wyrosły na śmietnisku, a pośrodku tego wszystkiego w spalinowym dymie żyją ludzie – główna przyczyna brudu i smrodu.

W styczniu 2018 roku odwiedziłam Borneo. Przepiękną wyspę niegdyś w całości porośniętą równikowymi lasami tropikalnymi. Tyle, że obecnie niewiele z tych lasów zostało. Ze względu na łatwo dostępne i drogocenne drewno (tzw. iron wood) przez ostatnie stulecie stopniowo wycinano kolejne połacie dżungli, w ich miejscu z kolei rozwijano plantacje palm olejowych. Obecnie przejeżdżając samochodem przez Sabah (malezyjski region Borneo) rzadko kiedy widuje się prawdziwy las – palmy za to są wszędzie. Co pozostało? Fragmenty dziewiczego ekosystemu bardzo często odseparowane od siebie uprawami. Każdego roku giną dziesiątki zwierząt, w tym rzadkich orangutanów, które powodowane brakiem żywności próbują przedostać się z jednego lesistego zakątka do drugiego. Ludzie zabijają dorosłe orangutany i wykradają ich młode po to, żeby móc sprzedać je na czarnym rynku. Nadal raz na czas dla cennej kości zabijane są majestatyczne słonie. Po stronie malezyjskiej spore obszary leśne obecnie objęte są ścisłą ochroną, jednak w Indonezji nadal trwa wycinka. Ginie dżungla. Patrząc na plantacje i wyobrażając sobie w ich miejscu piękny, tropikalny las, zwyczajnie chce się człowiekowi płakać.

Przy wyrobie jakich produktów używa się oleju palmowego? Dodaje się go prawie do wszystkiego – chipsów, batonów, ciastek, margaryn, kosmetyków, a przede wszystkim ekopaliw. Paradoksalnie produkcja tych ostatnich, mających zmniejszać spalanie i emisję dwutlenku węgla do atmosfery, przyczynia się najbardziej do wycinki lasów deszczowych pod uprawy palmy olejowej, a więc tak naprawdę zamiast zmniejszać zwiększa ilość CO2 w atmosferze i wpływa na efekt cieplarniany.

W Singapurze odwiedziłam słynny „cloud forest” – jedną z głównych, miejskich atrakcji.
– Dlaczego cloud forest? – pytałam. No bo las i chmury. To tak naprawdę jedna wielka szklarnia, gdzie stworzono swojego rodzaju sztuczną górę z najwyższym zadaszonym wodospadem świata, na której zasadzono dziesiątki, jeśli nie setki bujnie rozwijających się roślin pochodzących z wyżynnych i górskich lasów tropikalnych. Wygląda wspaniale, dopóki człowiek nie przeczyta, że do końca stulecia w związku z globalnym ociepleniem  większość z nich najprawdopodobniej wyginie. Cloud forest to tropikalny las, który w ciągu dnia na kilka godzin pokrywają gęste mgły. Dzięki temu  w glebie gromadzi się woda pozwalająca rzadkim kwiatom, krzewom i lianom na przeżycie. Niestety w związku z podwyższaniem się temperatury w morzach i oceanach, mgły pojawiają się rzadziej i wyżej, a rośliny w suchym lesie pozbawionym wilgotnej warstwy ochronnej giną. Umiera piękno, które docenia się dopiero, kiedy ma się okazję zobaczyć je na własne oczy np. w Borneo lub pod szklaną kopułą w Singapurze.

Obecnie najważniejszą kwestią jest edukacja społeczeństwa, dlatego jak najczęściej powinny powstawać projekty podobne do tego w środku nowoczesnego, azjatyckiego miasta. Osobiście mam także wrażenie, że coś jest nie tak z naszym europejskim systemem edukacji.  Lekcje ekologii odbywają się zazwyczaj w szkole podstawowej i gimnazjum (szkole średniej?), ale brakuje ich późniejszej kontynuacji. Jako dziecko owszem, uczyłam się, że trzeba segregować śmieci, oszczędzać prąd i wodę, ale ile ja z tego wszystkiego mogłam wtedy zrozumieć? Nikt nie wytłumaczył mi dokładnie, nie pokazał efektów naszej zwyczajnej, ludzkiej marnotrawności. W późniejszym wieku, kiedy już byłabym w stanie więcej pojąć, nauki o środowisku zwyczajnie zabrakło. Segregację śmieci w Polsce niby ustanowiono, ale warsztaty informujące obywateli o dokładnych jej zasadach w wielu miejscach  się nie odbyły. Bo niby wszyscy wiedzą mniej więcej. Tylko czy mniej więcej wystarczy? A o oleju palmowym i lasach Borneo nikt nie wspominał NIGDY.

Pytanie, czy jest coś, co my, zwyczajni Polacy możemy dla środowiska zrobić? Zacznijmy od wybierania produktów bez zawartości oleju palmowego, zrezygnujmy z ekopaliw, segregujmy sumiennie odpady, bo im więcej przetworzymy np. makulatury, tym mniej drzew trzeba będzie w przyszłości wyciąć. Możemy także zamiast samochodem, przynajmniej raz na czas poruszać się rowerem, oszczędzać elektryczność i wodę. Niby nic, ale jednak coś. Uczyliśmy się o tym w podstawówce, ale czy pamiętamy na co dzień? Każdemu również polecam wyprawę na Borneo – bo zupełnie inaczej jest czytać o czymś, co dzieje się daleko, a inaczej zobaczyć to na własne oczy. Uwierzcie mi.