facebook:
kashmir

2017-10-20 5 min to read

Z Kaszmiru do Jammu

Category : Indie

W Kaszmirze spędziliśmy trzy dni. Mieszkaliśmy na łodzi tzw. house boat, po jeziorze Dal poruszaliśmy się niewielką shikarą, oglądaliśmy majestatyczne Himalaje. Nadszedł czas, żeby wyruszyć dalej – do Jammu, a potem Amritsaru. To tam spędzimy Diwali.

Budzimy się o 6 rano, żeby złapać tzw. shared jeep do Jammu. To podobno najwygodniejszy sposób transportu i znacznie bezpieczniejszy w tych rejonach od autobusu. Temperatura na łodzi spadła do blisko zera, zimne powietrze przez całą noc wdzierało się do środka przez okratowane okna. Trzęsąc się z zimna odrzucamy grube koce. Pora wstawać.

Tarik zabiera nas na brzeg. Czeka tam kierowca tuk tuka – obiecuje zabrać do dworca. Nasze wielkie plecaki z ledwością mieszczą się w środku. Ulice Srinagar o poranku są nieco spokojniejsze. Ściany domów toną w miękkim świetle, powietrze jest rześkie. Na jednym ze skrzyżowań na maskę pojazdu rzuca się człowiek w brązowej, skórzanej kurtce.

– Jammu, Jammu, Jammu! – krzyczy. To właściciel taksówki.
– Zabiorę was do Jammu taniej niż jeepy na dworcu. – mówi.

Nie ufamy nikomu, negocjujemy cenę. W końcu poddajemy się perswazji i wsiadamy do środka. To był błąd. Samochód stoi pusty. Musi się zapełnić, żebyśmy w ogóle mogli wyruszyć.

Godzinę później w środku robi się tłoczno. W jednym jeepie mieści się zazwyczaj od siedmiu do dziesięciu osób. Brakuje miejsca na nogi. Bagaże lądują na dachu. Ruszamy.
70 km dalej już stoimy w korku. Drogę zablokowały ciężarówki próbujące trasę pokonywać pod prąd. Wszystkie są marki TATA. Z metalowymi budami pomalowanymi w fantazyjne wzory wyrastają dookoła jeepa jak stalowe olbrzymy – z prawej i lewej strony. W Indiach nikt nie przejmuje się przepisami drogowymi – jazda pod prąd, wymijanie na trzeciego, samochodowe przepychanki – występują tutaj na porządku dziennym. Droga wiedzie przez góry. Pasmo jezdni przecina skały i okręca się dookoła szczytów niczym asfaltowy wąż. Wyjeżdżając z Kaszmiru musimy zjechać z wysokości blisko 2 tys. metrów. Przez otwarte szyby do środka wpada kurz. Ciężarówki kopcą, nie mogę oddychać. Do twarzy przyciskam papierową chusteczkę, kaszlę, co jakiś czas staram się przeczyszczać nozdrza. Mój nos zaczyna krwawić – nie wiem, czy to katar, czy reakcja na pył.

Po dwóch godzinach jazdy następuje pierwszy postój na herbatę – słodki czaj. W mgnieniu oka okrążają nas żebrzące kobiety z dziećmi i sprzedawcy wszystkiego. Szaliki, czapki, kożuchy pojawiają się dosłownie znikąd. Odwracamy oczy. Indie bywają trudne – szczególnie te biedne. Jesteśmy łatwym targetem – mamy białą skórę, łatwo nas wypatrzyć.

Po kolejnych 10 km na drodze zator – stoimy. Początkowo nie wiemy, co go spowodowało. Pasażerowie niecierpliwią się, kierowca wysiada z auta. Kilka samochodów dalej zebrał się niewielki tłum. Szybko okrążyli go żołnierze.

– W Kaszmirze każde zbiorowisko większe niż 10 osób grozi wybuchem zamieszek. – czytałam w mediach. Być może dlatego hinduska armia jest przezorna. Karabiny przewieszone przez ramię pilnują porządku. Do samochodu podchodzi żebraczka w zielonej chuście na głowie. Stuka w szybę i wystawia rękę – kręcimy przecząco głowami. Wraca nasz kierowca.

– Co się dzieje? – pytamy.
– Strajk pracowników wodnych (water workers) – cokolwiek to znaczy.
Jesteśmy zaalarmowani. Utkwiliśmy na dobre, samochód jest zablokowany, nie może ruszyć w jedną ani w drugą stronę. Mężczyźni z przodu zaczynają wykrzykiwać buntownicze hasła. Ich głos i determinacja przybierają na sile. Hałas narasta. Boję się.

Nagle żołnierze wkraczają w tłum. W ruch idą policyjne pałki. Nikt nie ma zbytnio agresywnych zamiarów – trzeba przywrócić porządek i ruch na drodze. Jednak kilka uderzeń w powietrze wystarczy, żeby wywołać zamieszki. Ludzie rozbiegają się, chwytają za kamienie. Celują w żołnierzy, ale także w pojazdy. Hinduska armia odpowiada gazem łzawiącym. Kilka butelek i powietrze staje się siwe. Taksówkarz ponownie próbuje ruszyć z miejsca.

– Wiozę obcokrajowców. – krzyczy. Właściwie nie rozumiem, co mówi, ale jest mi to obojętne, byle poskutkowało. Musimy się stąd wydostać.

Po drugiej stronie drogi kobieta owinięta szalem celuje kamieniem w moje okno. Patrzę wprost na nią – biała twarz – ręka zawisła w powietrzu. Nigdy nie sądziłam, że kolor skóry stanie się moją tarczą. Przejeżdżamy bezpiecznie.

Kaszmir to najbardziej zmilitaryzowany region na świecie, obszar sporny pomiędzy Indiami i Pakistanem. Region w ponad 90% muzułmański. Na potrzeby turystów miejsce to nazywa się „rajem na ziemi”. Widoki rzeczywiście zachwycają, ale po ulicach chodzą żołnierze i jeżdżą wozy pancerne. W Kaszmirze stacjonuje 700 000 członków hinduskiej armii. Można chyba powiedzieć, że jest to rejon okupowany. Przed 1947 rokiem i podziałem ziemi pomiędzy Indie i Pakistan Kaszmir traktowany był jako niepodległy. W 1947 nastąpił atak pakistańskich bojówek, a kaszmirski maharadża zwrócił się z prośbą o pomoc do hinduskiego rządu. Podpisano dokument, który formalnie przyłączał Kaszmir do terytorium Indii. Żołnierze przepędzili Pakistańczyków, samego Kaszmiru jednak nigdy nie opuścili. Mieszkańcy nie akceptują obecnej sytuacji politycznej.

– Czy gdyby teraz Kaszmirczycy mieli wybór woleliby, żeby region przynależał do Pakistanu? – zapytałam któregoś dnia kierowcy naszej taksówki.
– Nie. To nie byłoby dobre dla turystyki. Kaszmirczycy chcą niepodległości. Niektórzy zgadzają się na przynależność do Indii, ale pod warunkiem uzyskania samorządności. Chcemy sami decydować o sobie.

Kiedy odwiedzamy Kaszmir, sytuacja w regionie jest spokojna (sprawdziliśmy). Mimo wszystko natrafiamy na strajk. To tamtejsza rzeczywistość. Na co dzień panuje pokój, ale zamieszki, protesty, czasami gwałtownie tłumione, występują średnio co kilka miesięcy lub lat. Muzułmańskiej ludności bliżej do Pakistanu niż do Indii, najbliżej jednak do wolności. Mówi się tutaj o brutalności hinduskiej armii. Mieszkańcy Indii mają jednak zupełnie inny punkt widzenia. Prawda jak zwykle leży pewnie gdzieś po środku.

  • Justyna Szmuc

    Polecamy sklep http://www.na-szczyt.pl. W ofercie znajdują się przede wszystkim produkty niezbędne podczas każdej wyprawy. Szeroki wybór towarów bardzo dobrej jakości to gwarancja pomyślnych zakupów profesjonalnego sprzętu turystycznego. Dla miłośników podróży przygotowaliśmy pełną gamę walizek, plecaków, toreb oraz akcesoriów, które przydadzą się nam podczas dalekiej wyprawy samochodem.Pozdrawiamy!!