facebook:
DSC_0053

2017-09-11 4 min to read

Impresje z Polski

Category : Rozmaite

Jak jest w domu, w Polsce? Odpowiedź brzmi: dziwnie. Pięknie, bo wszystko znajome i swojskie. Na małe polskie miasta spoglądam teraz zupełnie innymi oczami – widzę, jakie są ładne. Takie na przykład Opole, gdzie chodziłam do szkoły, albo taka Nysa, nazwana przez kogoś śląskim Rzymem (oi, do Rzymu to jej jednak daleko) i opolską riwierą (tym bardziej). Starannie odnowione, kolorowe kamienice, place, skwery, kawiarnie, piwiarnie, „parasolki”. Duże, zielone parki czyli to, czego w Wielkiej Brytanii brakowało mi najbardziej. Te prawdziwe – pełne olbrzymich, wiekowych, szeleszczących drzew. Stare kościoły.

Tak właśnie – Polska nadal jest krainą kościołów. Te wiekowe i te nowe, XXI-szo wieczne wyrastają dosłownie wszędzie i wciąż buduje się nowe (wiem, bo dzisiaj przy okazji kazania ksiądz namawiał do hojnych datków na wsparcie takiej budowy właśnie). Kazania? Tak – od dawna nie uważam się za katoliczkę, ale w kościele czasami bywam. Wyłącznie w Polsce, zazwyczaj przy okazji rodzinnych celebracji. A dzisiaj były chrzciny. Zebrała się rodzina – moja, bliższa, dalsza i nie moja również. A ja czułam się jak rodzynek. Bo jak im wszystkim, obdarowanym potomstwem wytłumaczyć, że nie zamierzam zakładać rodziny? Że wolę podróżować. Że ślub może i tak, ale niewielki, skromny, bez udziału postronnych gości. Jak opowiedzieć o podróży do Indii? Żyjemy w dwóch różnych światach – oni tym polskim, tradycyjnym, a ja w jakim – nie wiem. Wujek powiedział, że każdy układa sobie życie jak chce, jeden tak, drugi siak i żaden nie jest gorszy. Ale nie wszyscy tak powiedzą.

Jak osoba nietradycyjna, nieprzywiązana do rodzinnych wartości, kościoła, miłości ojczyzny (chociaż dumna jestem z tej mojej polskości) odnaleźć się może w naszej Polsce? Osoba niegoniąca za karierą i pieniędzmi także? W mieście takim, jak Kraków czy Warszawa może jeszcze i tak (chociaż paradoksalnie to właśnie w miastach pogoń za awansem społecznym jest najbardziej widoczna). Żyją tu ludzie do mnie podobni – troszeczkę zbuntowani. Ale w mieście małym, gdzie mówi się innym językiem? Gdzie rozmawia się głównie o dzieciach i obiadach? Gdzie po przekroczeniu 25-tki wszyscy BACH! – się żenią? I dlaczego potrzebę tłumaczenia w ogóle odczuwam? Przecież po co?

Z innej beczki… Po czym poznałam, że jestem już w Polsce? Pociąg z Nysy do Opola spóźnił się półtorej godziny. Wysiadając z niego o mało nie zostałam stratowana przez grupę podróżnych usilnie próbujących dostać się do środka jeszcze zanim my, w tym środku uwięzieni, zdążyliśmy się wydostać. I gdzie te grzeczne brytyjskie kolejki? Gdzie dobre maniery?

Kraków się zmienia. Zlikwidowali księgarnie Matras dotychczas znajdującą się na rynku. Na murze ciągle jeszcze pisze (tak! JEST napisane), że tu oto znajduje się najstarsza księgarnia w Europie. Lubiłam tam przesiadywać i przeglądać książki. Niekoniecznie kupować, po prostu przekładać kartki. I teraz się zastanawiam – gdzie ja w moim Krakowie mogę usiąść i przeglądać książki, najlepiej jeszcze przy kawie? W dodatku gdzie znajdę taki repertuar jak w Matrasie? Krakusy pomóżcie !

Z rozmowy podsłuchanej w tramwaju: „Bo te muzułmany to tylko chcą zniszczyć kościół katolicki” . A babcia taka z pozoru niegroźna, siwa, uśmiechnięta. Oi, Polsko ! W kościele ksiądz modlił się za nienaruszalność życia poczętego i przeciw źle rozumianej tolerancji. To jeszcze kościół czy może już polityka? Czyżbym tylko ja miała takie skojarzenia? A na Szewskiej ruch Ratujmy Kobiety zbierał dziś podpisy. Za In Vitro, uzasadnioną aborcją, powszechnie dostępną antykoncepcją i nauczaniem o seksualności człowieka w szkołach. Podpisałam – na złość księdzu i babci. Podpisałam bo popieram prawo kobiet do stanowienia o sobie. Podpisałam, bo lepiej antykoncepcja niż niechciana ciąża i niekochane dzieci. Podpisałam, bo uważam, że dzieciaki trzeba edukować. Byle ta edukacja tylko jakoś wyglądała…

Ale Polsę lubię. Mimo tego całego politycznego zamieszania to w końcu mój kraj. Znajome jedzenie, zrozumiałe nazwy ulic, ukochane miasta i miasteczka. Łatwy dostęp do polskojęzycznych książek i gazet. Festiwale literackie, spotkania z autorami. Przyjaciele, z którymi tańczę. Targi i targowiska, gdzie kupić można pachnące warzywa (pokażcie mi takie na wyspach!). Rozmowy na przystankach autobusowych (bo babcie muszą się przecież wygadać) :). To radość z tego, że na chwilę jestem w domu.

Ps. Zdjęcie pochodzi z Lwowa, ale bardzo mi podpasowało. Poza tym chwilowo nie mam dostępu do zdjęć z Krakowa. Wybaczcie 🙂