facebook:
isle of skye

2017-05-21 6 min to read

Kolejne lato na Skye – kim jestem, dokąd zmierzam, co się zmieniło

Category : Isle of Skye, Rozmaite, Życie w Szkocji

W tym roku życie na Skye wygląda zupełnie inaczej niż roku poprzedniego. Niby nic się nie zmieniło – morze nadal szumi, deszcz wciąż często tu pada, trawa zaczyna się zielenić (w zeszłym roku, kiedy przyjechałam była już soczyście zielona), góry pną się do nieba, a tu i ówdzie klify spadają ostro ku falom i patrząc w dół człowiek ma wrażenie, jakby stanął na końcu świata. Niby nic się nie zmieniło, a jednak zmieniło się wszystko.

Zaznajomiłam się już z każdym zakamarkiem wyspy, nadal podziwiam krajobrazy, ale przestrzeń dookoła nie jest już nowa, nieznana i fascynująca. Zmieniające się kolory i mgła zapadająca nad wzgórzami nie dziwią, nie ciągnie mnie już tak bardzo do spacerów. Wdycham świeże powietrze i myślę sobie „jak miło”, ale to tylko myśl, która w 80% przypadków nie pociąga za sobą emocji. Dobrze mi tu, rozrosła się moja strefa komfortu, mam wygodne życie, popadam w rutynę. Nieznajomi stali się znajomymi, z którymi niewiele mam wspólnych tematów do rozmów, dopóki nie napijemy się razem whisky. Obecnie moje życie w jakimś sensie obciążone jest codziennością.

Być może to tylko zmęczenie stylem funkcjonowania, jaki wybrałam dla siebie już ponad rok temu. Żyję poza odpowiedzialnością,  miejsce pracy gwarantuje mi mieszkanie i wyżywienie. Już nie gotuję – nie muszę, rzadko robię zakupy, nie martwię się czynnościami dnia codziennego, nie zajmują mi czasu głupoty. Życie towarzyskie obraca się wokół hotelu i jego pracowników – wszyscy spotykamy się w jedynym w okolicy pubie. Zajęć dodatkowych, grup zainteresowań, wieczorów filmowych, tanecznych zwyczajnie tutaj nie ma. Życie płynie powoli i nazbyt spokojnie.

Live-in positions w Wielkiej Brytanii mają swoje plusy – jak już pisałam nie muszę się niczym martwić, z łatwością odkładam pieniądze na kolejne podróże. Na pracy jakoś specjalnie mi nie zależy (bo jeżeli nie ta to inna), nie zaprzątam nią sobie głowy, umysł mam czysty, myślę klarownie, w wolnym czasie z łatwością mogę czytać i pisać. Nadal spędzam wiele czasu wśród natury. Jednak Skye to miejsce, w którym ćwiczyć muszę samodyscyplinę – z łatwością wszystkim przychodzi tutaj marnowanie czasu, bo deszcz pada, wiatr wieje i najlepiej jest się napić, pogadać z kimś w pubie, obejrzeć film – a życie płynie. Odczuwam presję źle wykorzystanych dni- czas to podarunek, który sobie sprezentowałam akurat teraz, w tym momencie i na obecnym etapie. Nie chcę się pogubić. Funkcjonowanie w małych społecznościach gdzieś na końcu świata zwyczajnie bywa nudne. Można się tą nudą cieszyć, ale kiedy głowa pełna myśli trzeba coś z nią robić, uczyć się, czytać, rozwijać – inaczej by człowiek zwariował.


W zeszłym tygodniu odwiedziłam Kraków. Rozmawiałam z Patrycją o problemach dopadających młodego człowieka w mieście. Pati mieszkanie dzieli z bratem, który w czerwcu bierze ślub i się wyprowadza.  P. stoi przed dylematem znalezienia dla siebie nowego miejsca, gdzie jako singielka w wieku dwudziestu ośmiu lat mogłaby stworzyć dom, który posłużyłby jej przez kilka kolejnych lat.

– Wiesz, czuje, że jestem już za stara na to, żeby szukać współlokatorów i mieszkać z obcymi ludźmi. – mówi. – Chciałabym mieć coś własnego, ale możliwe jest to tylko z kredytem, a przy obecnych zarobkach nie stać mnie na wkład własny. Wynajęłabym kawalerkę, ale w Krakowie znalezienie czegoś do tysiąca złotych, a na tyle mogę sobie pozwolić, graniczy z niemożliwością.

Brzmi pesymistycznie, ale w takiej sytuacje jest wielu młodych ludzi w Polsce, którzy nie zdecydowali się jeszcze założyć rodziny, a wydatków nie rozdzielają pomiędzy siebie i partnera. Patrycja ma dobrą pracę, całkiem nieźle zarabia, żyje na dosyć wysokim poziomie, mimo wszystko martwi się obecną sytuacją mieszkaniową. Rozmawiałyśmy też o rozdźwięku pomiędzy pracą dobrze płatną, a taką, która przynosi satysfakcję.

– W mojej pracy nie mam szans na wielką podwyżkę. Więcej prawdopodobnie  zarobiłabym w korporacji, pełniąc jakąś nudną funkcję i powtarzając te same czynności od rana do wieczora. – niby prawda, tyle, że po kilku miesiącach w przeciętnym open space office nieco bardziej wrażliwy człowiek czuje się po prostu wydrążony. Wiem, bo sama tak pracowałam. Wytrzymałam pół roku.


Po chwili schodzimy na tematy porównywania się do innych… Każdy to robi, przecież wszyscy mamy znajomych, którym w życiu powodzi się zwyczajnie lepiej. Zazdrość, porzytłoczenie, niskie poczucie własnej wartości – to emocje charakterystyczne dla przeciętnego mieszkańca miasta. Wszystko, co wymieniłam powyżej to rzeczy, od których uciekam – martwienie się mieszkaniem, zarobkami, kredytami, porównywanie się do znajomych ze studiów, wspinanie się po schodkach kariery. Odmawiam. Nie chcę. Nie potrzebuję. Należę do osób wiecznie niepogodzonych ze światem, funkcjonujących w niezgodzie na obecną sytuację, niekoniecznie zadowolonych ze stylu życia, jaki obrałam, ale niezadowolonych również niekoniecznie. Nie planuję jutra, bo zanim nastanie może mnie jeszcze przejechać autobus. Od roku odmawiam przejmowania się tym, czego jeszcze nie ma. Na Skye dopadła mnie nuda, ale jest to mój wybór – życie w świętym spokoju.

Jeszcze jedna rzecz się zmieniła – mam teraz życiowego partnera, z którym muszę się liczyć planując następny krok. Dbamy o siebie nawzajem i jest nam wygodnie w gniazdku, które sobie uwiliśmy, ale pogodzić ze sobą musimy dwa style życia, nieco od siebie różne. Nudzę się – chciałabym wyjechać, poznać coś nowego, ciągnie mnie do zmian. Virgil mówi: „Pojadę za Tobą wszędzie”, ale kiedy rozmawiamy o szczegółach nic nie wydaje się już takie proste. On ma tutaj dobrą pracę, dobrą płacę no i myśli praktycznie – bo nowe państwo oznacza nowe formalności, kolejne konta bankowe, opłaty i topniejące oszczędności. Innymi słowy Ameryka Południowa i nasza wymarzona podróż odsuwa się przynajmniej o kilka tygodni. I jak tu dyskutować z racjonalnymi argumentami? Czuję się, jakby ktoś podciął mi skrzydła, a z drugiej strony… No właśnie…


To co w zeszłym roku było świeżym doświadczeniem, z początkiem kolejnej wiosny stało się rutyną – przejściową, znajomą, bezpieczną. Ciągnie mnie do następnej przygody, ale codziennie też uczę się czegoś nowego. Uczę się nad sobą panować, więzić emocje, rozładowywać tłumioną energię. Uczę się myśleć racjonalnie – bo wystarczy kilka miesięcy na Skye i będziemy mogli wyjechać. Uczę się pracować na swoje marzenia w inny sposób – cierpliwie.  Uczę się żyć w mniejszym roztargnieniu i w większym skupieniu. Nie jest to łatwe. Póki co na pocieszenie postanowiłam kupić sobie skuter 🙂 . No i przecież mieszkam w jednym z najpiękniejszych zakątków Szkocji, w małym raju, na wyspie SKYe, w niebie. Nieba na ziemi nie ma, ale SKYe do nieba najbliżej.

  • Nuda nie jest taka zla – wyzwala kreatywnosc 😉
    Pewnie zdarza Ci sie slyszec – ale masz fajnie, mieszkasz i zyjesz na Skye, jednym z najpiekniejszych miejsc w Szkocji. Ale ja Ciebie rozumiem. Co innego miec Skye na co dzien, co innego odwiedzac Wyspe od czasu do czasu. Kiedy mowie znajomym ze uwielbiam Szkocje, pytaja sie mnie – to czemu sie tam nie przeprowadzisz? Nie chce, bo Szkocja stracilaby wtedy swoja magie i stalaby sie dla mnie powszednia codziennoscia. A tak moge tesknic do szkockich krajobrazow i planowac kolejne podroze.
    Powodzenia w spelnianiu marzen, nie tylko tych podrozniczych 😉

    • Marzena Gzella

      Mieszkam na Skye od 10 lat …To prawda czasem czlowiek lapie sie na mysli,ze piekno wokol spowszednialo ,ale jednak wiecej jest momentow zachwytu nad nagla zmiana swiatla, kolorem wylaniajacym sie z mgly ,intensywnoscia wrazenia .Kiedy dopada „nuda” rozwiazaniem jest wyciaczka do Inverness ,stolicy Highlands.Czlowiek nasyca sie wrazeniami i po kilku godzinach wraca z ulga do swojej magicznej codziennosci .Pozdrawiam z Portree .

      • Skye to miejsce jak najbardziej magiczne 🙂 Aczkolwiek po dwóch latach mieszkania z daleka od cywilizacji (na Skye, wcześniej na Arran), zatęskniłam za miastem. Nie za wielkim miastem i wyścigiem szczurów, ale za rzeczami drobnymi – kinem, dostępem do siłowni. Obecnie jestem w Indiach, po powrocie będę decydować, co dalej…