facebook:
highlands

2017-04-23 3 min to read

Powroty nie są złe – wyspa Skye oraz problemy z językiem gaelickim

Category : Isle of Skye, Życie w Szkocji

Wróciłam na wyspę Skye – jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi (przynajmniej spośród tych, które odwiedziłam). Po raz kolejny wprowadziłam się do pokoju obok hotelu, w którym pracowałam już wcześniej, przed wyruszeniem do Azji. Czekała na mnie dawna praca, ci sami znajomi i (rzecz nowa) chłopak. O tej porze roku deszcz wciąż miarowo uderza o szyby, a okoliczne góry spowija mgła. Pomimo tego widoki są piękne. Wspinaczki i spacery odkładam jednak na później, czas, kiedy pogoda złagodnieje i do Szkocji zawita słońce. Póki co po pracy przesiaduję w barze popijając whisky, popołudniami czytam oraz piszę.

Nowe obowiązki (w tym roku w hotelu pomagam czasami jako housekeeper) przynoszą rozmowy z nowymi ludźmi. Fiona często opowiada o tym, jak jej dzieciaki radzą sobie w szkole. Razem z Sinead poruszają również temat języka gaelickiego. Wyspa Skye razem z Hebrydami Zewnętrznymi jest jednym z ostatnich zagłębi Szkocji, gdzie pomiędzy 30% a 60% ludności wciąż posługuje się codziennie tym regionalnym językiem. Mieszkańcy wysp i Highlands chętnie wracają do tradycji. Na Skye funkcjonuje już nie tylko gaelicki college, ale także podstawówki i szkoły średnie nauczające wyłącznie w tym języku. Rodzice mają wybór, mogą zdecydować, aby ich dzieci nauczano po gaelicku lub angielsku, czasami prowadzi to jednak do konfliktów.

– Pochodzę z rodziny, w której wszyscy posługują się płynnie językiem gaelickim, ale dla moich dzieci wybrałam edukację w języku angielskim. – mówi Fiona. – Wszystko przez pracę mojego męża, posyłając dzieciaki do szkoły zdawałam sobie sprawę, że w każdej chwili sytuacja może nas zmusić do przeniesienia się w inny region kraju, a przecież w większości rejonów Szkocji j. gaelicki w nauczaniu nie występuje. Nie chciałam, żeby dzieci miały przez to problem. Niestety niektóre mamy przylepiły mi przez to łatkę anty-gaelickiej.

Dzieciaki Fiony uczą się gaelickiego jako drugiego języka, w przyszłości zapewne będą się w stanie sprawnie nim posługiwać, tymczasem nauka w języku angielskim wydaje się po prostu bardziej praktycznym rozwiązaniem. Niektórzy rodzice myślą jednak inaczej i przyjmują anty-angielskie postawy, odmawiając rozmawiania ze swoimi pociechami w języku narodowym. Osobiście zastanawia mnie ich brak pragmatyzmu. Część lokalnej społeczności stara się obecnie przeforsować pomysł, aby w szkole, do której uczęszczają dzieciaki Fiony, zacząć nauczać wyłącznie w j. gaelickim. Pytanie tylko, co wtedy stałoby się z uczniami do tej pory pobierającymi lekcje w j. angielskim?

– Oni chcą, żebyśmy nasze dzieci dowozili do szkoły w Broadford, ale nikt z nas nie chce się na to zgodzić. – mówi Fiona. Tak czy siak pomysł jest sprzeczny z prawem i prawdopodobnie nie dojdzie do skutku. Gaelickich rodziców charakteryzuje jednak zawziętość.

Język gaelicki jest pozostałością po niegdysiejszej wielkości Szkocji. Do XVIII wieku powszechnie posługiwano się z nim w rejonach Highlands i na szkockich wyspach, jednak po powstaniu jakobitów został on zakazany. Od tej pory ilość osób posługujących się gaelickim gwałtownie zmalała, w ostatnich latach jednak zaobserwować można ponowny wzrost zainteresowania tym językiem. Coraz więcej rodziców, nawet tych, którzy sami nie posługują się już mową przodków, posyła dzieci do gaelickich szkół. W 1985 roku istniały zaledwie 24 szkoły średnie, w których nauczano przedmiotów w j. gaelickim, obecnie powstało ich ponad 2950.

Zastanawia mnie ten regionalny nacjonalizm, na tyle silny, że potrafi nawet spowodować konflikty pomiędzy rodzicami. Owszem, zamiłowanie do historii i kultury nie pozwala mi nie zachwycać się brzmieniem obcego dla mnie języka podczas podsłuchiwania niezrozumiałych rozmów w pubie. Aczkolwiek bunt przeciwko j. angielskiemu (narodowemu!) wydaje się być nieracjonalny. Jestem przybyszem z zewnątrz, stoję z boku, obserwuje i zastanawiam się, co wydarzy się w Szkocji tudzież w regionie szkockich Highlands za 10-20-30 lat.