facebook:
Laos main picture

2017-03-31 4 min to read

Laos – jak Chińczycy powoli zalewają kraj

Category : Azja południowo-wschodnia

Samolot zbliżał się do lotniska w Luang Prabang, stewardessa poprosiła o złożenie stolików i podniesienie zasłon w oknach, oślepił mnie błękit bezchmurnego nieba, spojrzałam w dół i zobaczyłam góry rozlegające się wszędzie, gdzie tylko sięgał mój wzrok. Już wtedy poczułam, że polubię Laos.

Laos krajobraz

W kraju tysiąca słoni spędziłam zaledwie dwa tygodnie, niewystarczająco, żeby dogłębnie poznać jego mieszkańców, aczkolwiek na tyle długo, żeby przyjrzeć się ich stylowi życia, krajobrazom i zachodzącym na północy fenomenom społecznym. Luang Prabang – miasto przyjemne, nie zrobiło jednak na mnie większego wrażenia. Z dziesiątków świątyń (Wat) zwiedziłam zaledwie kilka, podziwiałam za to ilość guesthouse’ów, hoteli, zachodnich kawiarni i restauracji. Ceny nie zaskoczyły mnie – innych (chociaż wiedziałam, że jak na Azję są wysokie) się nie spodziewałam.

Zdecydowałam się podążyć na północ, podobno mniej turystyczną od zapchanego backpackerami południa, bardziej autentyczną – tak mi się wydawało. Wypożyczyłam  motocykl za horrendalną sumę 12 dolarów dziennie i wyruszyłam. Od pierwszej chwili przydrożny krajobraz zachwycił mnie – zieleń, lasy, wzgórza. W Laosie, ze względu na znacznie mniejszą gęstość zaludnienia niż w innych krajach Azji Południowo-Wschodniej, jest więcej wolnej przestrzeni, mniej z kolei przydrożnych wysypisk śmieci. Pierwszy przystanek stanowiło Nong Khiav – urocze, niewielkie miasteczko nad rzeką Ou, otoczone górami wapiennymi. Ja i Clement (mój towarzysz na początku wyprawy) zatrzymaliśmy się tutaj na całe dwa dni.

laos landscape

Kolejnym miejscem, które wspólnie planowaliśmy odwiedzić, było miasto Luang Namtha, bliżej chińskiej i birmańskiej granicy, w pobliżu parku narodowego, gdzie zaplanowaliśmy tzw., jungle trek. 300 km trasę trzeba jednak było rozdzielić pomiędzy dwa dni, więc wylądowaliśmy w Muang Xai, stolicy chińskiego biznesu prężnie rozwijającego się w północnym Laosie. Zaskoczyły nas chińskie nazwy hoteli i menu w języku mandaryńskim w restauracji. Potwierdziło to jednak wszystko, o czym czytaliśmy wcześniej.

Od kilku lat rząd Laosu zezwala na chińskie inwestycje na północy i południu kraju. W zamian za rozległe tereny pod rozmaite przedsięwzięcia, Chińczycy budują drogi (zaskakująco dobre!), elektrownie i rozwijają przemysł wydobywczy (kopalnie złota). Chińscy plantatorzy są w stanie zapłacić więcej za wynajem ziemi, więc także Laotańczycy są zadowoleni, bo na ich konta wpływają okrągłe sumy, na które nie muszą ciężko pracować. Również chińskie władze przyczyniają się do wzrostu liczby Chińczyków przenoszących się do Laosu, płacąc 100 000 dolarów każdej rodzinie, która podejmie się tego wyzwania w ramach ekspatriacji. Chińska fala coraz szybciej zalewa Laos, w ciągu ostatnich lat budząc pojedyńcze protesty wśród miejscowych, których głos jest zagłuszany przez ciągły napływ pieniędzy.
Widoczne są już minusy zaistniałej sytuacji. Chińscy plantatorzy używają ogromnych ilości pestycydów, które zatruwają ziemię, a także wpływają na zdrowie zarówno laotańskich pracowników, jak i ich dzieci. Wycinane są drzewa, a w ich miejscu powstają plantacje kauczku i asfaltowe drogi. Tamy i elektrownie regulują przeływ wody w rzekach, powodując, że zmniejsza się ilość żyjących w nich ryb. Dzikie tereny, pokryte dżunglą, zmniejszają się z roku na rok. Chińskie inwestycje, mimo, iż mówi się, ze napędzają turystykę, powodują również przesiedlenia całych wiosek. Nieprzesiedleni z kolei muszą nauczyć się egzystować przy przecinającej ich osady szerokiej asfaltowej jezdni.

laos wooden houses
Laos chata

Nasz przewodnik podczas trekingu po dżungli w okolicy Luang Namtha nie widział nic dobrego w napływie Chińczyków. Zwrócił uwagę na postępującą degradację środowiska naturalnego oraz zmianę tradycyjnych obyczajów i stylu życia wśród miejscowej ludności, zwłaszcza górskich plemion. Sam pochodzący z plemienia Czarnych Hmongów, opowiadał o tym, jak żyli mieszkańcy Laosu dwadzieścia lat temu, samodzielnie wytwarzając najważniejsze przedmioty i czerpiąc z zasobów lasu. Treking zakończyłam z mieszanymi uczuciami.

Laos – kraj, w którym ludzie nadal żyją w bardzo prostych warunkach, zamieszkując drewniane chaty kryte liśćmi palmowymi, myjąc się w przydrożnych studniach, sprzedając wytwory ziemi – dynamicznie się zmienia. Zmiany przynoszą postęp. Czas na to, żeby odwiedzić krainę tysiąca słoni, jest właśnie teraz – za dziesięć lat  będzie wygladała zupełnie inaczej. Nie wszystko, co nowe, musi jednak być dobre…