facebook:
tet

2017-02-07 4 min to read

Nowy Rok księżycowy – TET w DALAT

Category : Azja południowo-wschodnia

W tym roku „Sylwester” przyszło mi świętować podwójnie – zgodnie z kalendarzem łacińskim (o mojej wietnamskiej przygodzie, która miała miejsce z początkiem stycznia pisałam już TUTAJ) oraz według chińskiego kalendarza księżycowego. Tet (obchody nowego roku) to najważniejsze święto w Wietnamie, porównywalne chyba tylko do polskiego Bożego Narodzenia. Na kilka dni kraj częściowo zamiera, zamykane są sklepy, restauracje, Wietnamczycy przemieszczają się z północy na południe (i odwrotnie), wracając do rodzinnych domów. To najgorszy możliwy czas na podróżowanie – bilety drożeją, transport publiczny jest zablokowany, ceny noclegów rosną niebotycznie, częściej niż kiedy indziej jest szansa, że spotkają nas niespodzianki…

Już dwa tygodnie przed Tet obserwuję ludzi przewożących na skuterach drzewka mandarynkowe, którymi przystroją domy. To symbol świąt, podobnie jak nasza choinka. Tradycyjnie na północy kupuje się kwitnące drzewko brzoskwini, a na południu moreli, aczkolwiek mandarynki przynoszą szczęście, stąd coraz częściej zastępuje się nimi kwietne krzaczki. Progi domów, drzwi wejściowe, samochody i łodzie przystraja się także żółtymi i pomarańczowymi chryzantemami. Popularne w tym czasie są wystawy kwiatów (największa w Ho Chi Minh city). Wietnam kwieci się z okazji Nowego Roku.

Istnieje wiele tradycji związanych z Tet. Piecze się ciasteczka ryżowe związane z pewną legendą, dzieci otrzymują w prezencie czerwone koperty z pieniędzmi,  domy przystraja się ozdobami w złotym i czerwonym kolorze symbolizującymi dobrobyt,  a domownicy zakładają zakupione  specjalnie z tej okazji eleganckie stroje. Najważniejsze jest to, że w jednym miejscu spotyka się cała rodzina, aby wspólnie świętować. Tet to trzy dni (często nawet więcej) spędzane na jedzeniu, popijaniu wina ryżowego i ogólnym obijaniu się. Wieczorami ludzie często wychodzą, aby spacerować po mieście. Główne ulice pozostają zamknięte i zamieniają się w deptak, na którym trwa impreza. W Wigilię Nowego Roku czasami można zaobserwować smoki tańczące przy dźwiękach bębnów. W Dalat udaje mi się jednak zobaczyć tylko jednego złotego zwierza.

W Tet najgorzej jest się znaleźć w jednym z ukochanych przez Wietnamczyków miejsc turystycznych. Należą do nich plaże w okolicy Nha Trang no i niestety Dalat. Zakorkowane ulice, tłumy i setki motocykli to dla mnie uroki wietnamskich świąt. Nie warto wtedy nawet próbować odwiedzać słynnych atrakcji, gydyż przytłoczą nas dziesiątki rodzin z rozkrzyczanymi dzieciakami.
– Normalnie w Dalat mieszka około 200 tys. osób. , jednak w okolicy Tet populacja miasta wzrasta do 1 mln. – informuje mnie właściciel pensjonatu, w którym się zatrzymałam.

W pierwszy dzień świąt razem z Virgilem wynajmujemy motocykl i wyruszamy w góry. Bak jest pusty, po kilku kilometrach zaczynamy więc rozglądać się za stacją benzynową. Przy drodze jest ich sporo, okazuje się jednak, ze w Tet pozostają zamknięte. Zatrzymujemy się przy budynku wyglądającym na sklep. Wietnamska rodzina zaprasza nas do domu, częstuje słodyczami i dzieli się z nami benzyną z własnego motoru. Kobieta wypowiada niezrozumiałe dla mnie słowo.
– To znaczy prezent. – tłumaczy. – Benzyna jest prezentem od nas dla was z okazji świąt. – dopowiada.
Niestety nie mamy przy sobie niczego, co moglibyśmy dać im w zamian. Składamy życzenia wszystkiego najlepszego i odjeżdżamy w swoją stronę. Podobno w Tet pierwszy gość, który przestąpi próg domu, decyduje o losach domowników na następny rok. Po cichu mam nadzieję, że nasza wizyta przyniesie im szczęście w nadchodzących miesiącach.

Dalat to taki wietnamski Ciechocinek, coś w rodzaju sanatorium czy uzdrowiska. Miejscowość została założona przez Francuzów, szukających w górach odpoczynku od południowych upałów. Krajobraz charakteryzują piękne lasy sosnowe, jeziora, plantacje kawy i kwiatów oraz pola truskawek. Tereny wolne od lasów pokrywają szklarnie, które rozświetlają się w nocy tysiącami świateł w celu przedłużenia okresu wegetacji roślin. Dalat to także warzywniak Wietnamu.

Miasto, bardziej europejskie, niż azjatyckie, ma wiele do zaoferowania, jeżeli poszukuje się łatwo przyswajalnych, plastikowych atrakcji. Osobiście podobne miejsca, uwielbiane i oblegane przez Wietnamczyków, omijam z daleka. Mieszkańcy tego kraju pozostają mało wrażliwi na uroki przyrody, bardziej interesuje ich komercyjny spektakl. Brak wśród nich poszanowania dla środowiska – prowadząc motocykl za jednym z samochodów, w pewnym momencie o mało nie obrywam wyrzuconą przez okno pojazdu pustą, plastikową butelką. Miejsca piknikowe Wietnamczyków znaczą góry pozostawionych na trawnikach śmieci.
– Mieszkańcy Wietnamu nie mają świadomości na temat ochrony środowiska. – mówi mi Rebecca, która pracuje dla jednego z międzynarodowych NGO funkcjonujących w Hue. – Wciąż próbujemy ich tego nauczyć.
To prawda w Wietnamie (ale także i w Tajlandi i pewnie w pozostałych krajach Azji Pd.-Wsch.) produkuje się corocznie tony plastiku, foliowych reklamówek i puszek). Istnieje ryzyko, że za kilka lat kraje te zamienią się w jeden wielki śmietnik.

W nowym roku w Dalat wybieram przejażdżki motocyklem z daleka od miasta, najlepiej po mało uczęszczanych drogach. Robię zdjęcia. Niestety rok koguta przynosi mi również zatrucie pokarmowe. W Polsce mówimy, że jeżeli rok się źle zaczyna to musi się dobrze skończyć. Mam nadzieję, że mój żołądek szybko się wykuruje.