facebook:
pływający targ Mekong

2017-02-03 5 min to read

Delta Mekongu

Category : Azja południowo-wschodnia

Ostatnim przystankiem mojej podróży po Wietnamie jest delta Mekongu. Zamieszkałam w niewielkiej bambusowej chatce przy jednym z wodnych kanałów w okolicy Can Tho. Pomimo suchej pory roku dopadł mnie tutaj deszcz – bardzo dobrze, bo ciężkie, gorące i duszne powietrze było niemałym szokiem po lekkim chłodzie i zapachu sosen w okolicach Dalat. Mój domek otaczony jest bujnym gąszczem drzew papai, bananowców i traw. W nocy zasypiam słuchając rechotania żab i dźwięków wydawanych przez świerszcze oraz gekony.

Jeszcze w Kambodży Mekong, jedna z najdłuższych rzek świata, rozgałęzia się na Mekong właściwy i Bassak. Następnie w Wietnamie Mekong dzieli się na sześć odnóg, a Bassak na trzy. Wszystkie razem, łącznie z drobnymi kanałami, jeziorami i wyspami rzecznymi tworzą krainę delty. Życie w dolinie toczy się głównie (chociaż nie tylko) przy wodzie. Każde domostwo posiada własną łódkę. Trudno jest opisać, jak wyglądają osady, porty i wioski, gdyż udało mi się zobaczyć jedynie niewielką ich część. Fascynuje życie toczące się wokół żywiołu rzeki. Turyści przyjeżdżają tutaj zazwyczaj dla słynnych pływających targów, które tak naprawdę są szare i niezbyt ciekawe. Woda daje zajęcie handlarzom, rybakom, a muł rzeczny urzyźnia glebę pozwalając na obfite zbiory ryżu nawet trzy razy w roku. Uczę się o tym, jak przebiega proces jego przetwarzania, a także fermentacja wina ryżowego. Obserwuję i notuję różnice pomiędzy północą, a południem kraju.

Przeczytałam gdzieś, że Wietnam można porównać do kija bambusowego, na którego obydwu końcach zawieszono worki pełne różnych odmian ryżu. Mieszkańcy północy są podobno bardziej tradycyjni, a o południowcach mówią, że cechuje ich lenistwo. Na południu i w środkowej części kraju zdecydowanie więcej jest katolików i buddystów. Północ to dla mnie przede wszystkim góry wapienne, uprawy kukurydzy, błotniste o tej porze roku tarasy ryżowe, drewniane domy na palach i wioski rozmaitych mniejszości etnicznych. Południe to wspomniane już życie na rzece i przy rzece, które mogłam obserwować również w Bangkoku. Wietnam środkowy to z kolei dostojne, aczkolwiek bardzo turystyczne miasta (Hue, Hoi-An, Danang), drobne oszustwa, deszcz i płaski, bezbarwny krajobraz. Jest jeszcze Dalat – góry, lasy sosnowe i odrobina europejskości w środku Azji.

W restauracji zbudowanej z drewna trzciny i bambusa nawiązałam rozmowę z Peterem. Nie pamiętam jego prawdziwego imienia.
– Amerykanie, dla których pracowałem w kasynie, nazwali mnie Peter. – powiedział. – Europejczycy są wszyscy tacy ładni. – kontynuował ze swoim śmiesznym akcentem. – Ładny uśmiech, ładne zęby. My w Azji nie mamy pieniędzy na dentystów, dlatego mamy brzydkie zęby.
– Ubezpieczenie nie pokrywa wam wizyty u dentysty? – zapytała Alice, Niemka, która siedziała razem z nami.
– Ubezpieczenie dużo kosztuje. – powiedział Peter. – Państwo za nic nie płaci, w Wietnamie nie ma darmowego szkolnictwa ani darmowej opieki zdrowotnej, za wszystko trzeba zapłacić samemu. Ja tam wolę wasz europejski system. Płacicie podatki, ale możecie się za darmo uczyć i za darmo pójść do lekarza. W Wietnamie nie mamy systemu podatkowego, wszystko, co zarobimy, zatrzymujemy dla siebie. Ale państwo nam nic nie daje. Szkoła dla jednego dziecka kosztuje około 2 dolarów miesięcznie, a średnia pensja wynosi zaledwie 200 dolarów.
Nasz Wietnamczyk po chwili znów zmienił temat:
– Europejczycy są tacy ładni, wy sobie nie zdajecie z tego sprawy. W Wietnamie każdy chce być taki, jak wy, dlatego wszyscy staramy się zachować jak najbielszą skórę. Niektórzy płacą ogromne pieniądze za operacje plastyczne, żeby zmienić wygląd swojego nosa i oczu. Dziewczyny farbują sobie włosy.
– To prawda, im dalej na południe, tym częściej spotykam Wietnamki o włosach w rozmaitych odcieniach pomiędzy rudawym brązem a blondem. – pomyślałam.

Istnieje wiele innych różnic pomiędzy północą a południem. To na południu po raz pierwszy próbuję tzw. żmijówki nazywanej tutaj snake wine. Jest to po prostu wino ryżowe do którego (po odpowiednim oczyszczeniu) włożono żmiję i dwa wężę bambusowe oraz odpowiednie zioła. Taką mieszankę przetrzymuję się w ogromnym kontenerze przez dłuższy czas, żeby wino nabrało smaku. Jeżeli chodzi o zwyczajne rice wine, tutaj popija się je przez bambusowe słomki z olbrzymich dzbanów, coś, z czym nie spotkałam się na północy. Architektura południa jest bardzo zróżnicowana. Domem może być wszystko – od metalowego baraku stojącego nad wodą na drewnianych palach po willę w stylu francuskim. Biedniejsi budują na rzece, bo w ten sposób nie muszą płacić podatków od gruntu. Wszystkie budynki z okazji Tet zostały przystrojone kwiatami. Mieszkańcy południa uwielbiają wylegiwać się w hamakach, można to zaobserwować zarówno w domach, jak i w jadłodajniach. Nic dziwnego, w takim klimacie istotne jest, żeby znaleźć odpowiednio dużo czasu na odpoczynek.

Dostosowuję się do leniwego rytmu rzeki. Zwalniam tempa, odpoczywam, zbieram siły. Chętnie zostałabym dłużej w krainie delty, omijając wielkie miasta i relaksując się na prowincjach, obserwując życie i fotografując domy. Poznałam jedynie wąski odcinek tego regionu, podróżowałam wokół Can Tho. Tęsknię za tym, żeby zobaczyć więcej, ale niestety zabraknie mi czasu. Wyruszam do Kambodży.

pływające targi

mekong delta floating market
mekong delta floating market1

targ w Can Tho

Targ Can Tho1
Targ Can Tho