facebook:
wietnam

2017-01-08 5 min to read

Kilka faktów o Wietnamie i języku wietnamskim

Category : Azja południowo-wschodnia

W Ha Giang na Północy Wietnamu mieszkam od trzech tygodni, być może nie na tyle długo, żeby wyrobić sobie zdanie na temat kraju, w którym się znalazłam, wystarczająco jednak, aby w zeszycie zdążyć zapisać całą masę ciekawych obserwacji. Uczę w wietnamskiej szkole i żyję wśród wietnamskiej społeczności, jest to dla mnie czas niezwykle intensywny. Przyjeżdżając  nie zdawałam sobie sprawy, że stanę się tutejszą maskotką – w mieście nie tak znowuż często widuje się białych ludzi. Na ulicach dzieciaki krzyczą za mną „Hello!”, młodzi i starzy zapraszają mnie do wypicia z nimi herbaty, mieszkańcy uśmiechają się, chłopcy wrzeszczą w moim kierunku”I love you”. Dyrektorka szkoły zabiera nas ze sobą na wesela, prawdopodobnie w celu dodania sobie prestiżu. Zdecydowanie jesteśmy tam mile widzianymi gośćmi – pozujemy do zdjęć i zajadamy najsmaczniejsze kąski wrzucane nam do talerzy. Życie płynie powoli i praktycznie bez żadnych większych zmartwień.

Wietnamczycy i sport

W jednym z pobliskich domów młoda Wietnamka w zaawansowanej ciąży udziela lekcji jogi. Pomimo swojego stanu wygina się niesamowicie. Po wietnamsku i na migi próbuje wytłumaczyć obcokrajowcom, co powinni robić i muszę przyznać, że całkiem nieźle jej idzie. Na zajęcia przychodzą głównie kobiety. Wietnamki są mniejsze i znacznie bardziej przyzwyczajone do przybierania rozmaitych pozycji typu „w kucki”, pomiędzy nimi, pomimo nienajgorszej kondycji, czuję się prawie jak ofiara losu. Każde spotkanie rozpoczyna się od ćwiczeń związanych z oddychaniem, kończy z kolei relaksującym masażem wykonywanym dłońmi oraz stopami. Nigdy człowiek nie czuje się tak rozluźniony i dobrze ugruntowany, jak w momencie, kiedy przespaceruje się po nim kobieta w siódmym miesiącu ciąży.

O sporcie w Wietnamie wiem niewiele (jeszcze!). Zauważyłam prowizoryczne metalowe sprzęty do ćwiczeń porozstawiane w parkach i na placach. Wokół nich, najczęściej wieczorami, spotkać można gromadki kobiet oraz mężczyzn w najrozmaitszym wieku. Wietnamczycy uwielbiają również grać w badmintona. Siatkę zawieszają pomiędzy drzewami lub rozciągają między oknami dwóch budynków znajdujących się po przeciwnych stronach ulicy. Jest to naród niezwykle społeczny, podejrzewam więc, że chętniej uprawia się tutaj sporty zespołowe niż indywidualne.

Wietnamskie szkoły

Mijając w mieście kolorowe, najczęściej przystrojone rozmaitymi chorągiewkami budynki, prawie na pewno mamy do czynienia ze szkołą. Wietnamczycy naukę zaczynają w wieku trzech lat (przedszkole) i podobnie jak dzieci w Polsce do pierwszej szkolnej klasy trafiają w wieku lat sześciu. Lekcje rozpoczynają się zazwyczaj o godzinie 7.30 i trwają do 10.30, potem następuje przerwa na posiłek i drzemkę. Wietnamczycy, nie tylko dzieci, uwielbiają spać w ciągu dnia. W prawie każdym zakładzie pracy, jadłodajni oraz sklepie znajduje się łóżko przeznaczone do drzemania. Do szkoły wraca się o godzinie 14 i zostaje się w niej do godziny 16. Na szkolnym budynku, najczęściej nad drzwiami obowiązkowo wisi portret Ho Chi Minha otoczonego gromadką maluchów. Dzieciaki już od najmłodszych lat uczą się reagować na komendy nauczycieli. Chórem, jak automaciki, odpowiadają na pytania i wykrzykują wyuczone frazesy.

Język wietnamski

Wietnamski jest językiem tonalnym, przez co sprawia sporo trudności Europejczykom próbującym opanować chociażby podstawy. Każdą sylabę można wymówić na przynajmniej sześć różnych sposobów, a znaczenie zależy od intonacji. Tradycyjnie wyróżnia się trzy dialekty: północno, centralno i południowo-wietnamski. Wietnamczycy zwracając się do siebie nawzajem używają terminów pokrewieństwa, zaczerpniętych z relacji rodzinnych. Wybór odpowiedniego zaimka zależy od wielu czynników, takich jak: wiek, płeć czy status społeczny. Zwracając się do młodszego mężczyzny użylibyśmy słowa anh(starszy brat), z kolei witając się z młodszą kobietą wypowiedzielibyśmy słowo chi (starsza siostra).
– Sami Wietnamczycy miewają problem z wyborem odpowiedniego zaimka. – powiedział mi kiedyś Tan.
Nie mówiąc już o tym, że w przypadku, kiedy któryś z nich próbuje się z Tobą porozmawiać w j.angielskim i bratem nazywa kuzyna lub bliskiego przyjaciela, to wszystko może doprowadzić do nieporozumień. Ciekawym faktem jest  to, że w Wietnamie imiona posiadają znaczenie. Tak więc zdarzyło mi się poznać dziewczynki o imionach takich jak „Pszczoła” lub też „Rzęsa”.

Kraj dla ludzi towarzyskich

Jak już wspomniałam Wietnamczycy to naród niezwykle społeczny. Zadania, do których w Polsce wystarczyłby jeden człowiek, tutaj wykonuje się grupowo. Mimo, iż podróżuję samotnie, ciężko jest mi zaznać odrobiny spokoju. Mieszkańcy wiosek i miasteczek próbują się ze mną komunikować na wszystkie możliwe sposoby. W hostelach i hotelach (miejscach, gdzie odrobinę mówi się po angielsku) kwitną tzw. small talks ( skąd przejęto ten francusko-brytyjski obyczaj?). Przed przyjazdem wiele naczytałam się o rozmaitych przekrętach i próbach naciągania turystów, być może jednak mam szczęście, bo to tej pory mnie to jeszcze nie spotkało.(A może takie rzeczy zdarzają się częściej na południu niż na północy kraju?) Często za to bywam zapraszana do domów oraz podwożona z miejsca na miejsce przez uprzejmych (aczkolwiek lekko pijanych) motocyklistów. O wietnamskiej bezpośredniości pisałam już ostatnim razem przy okazji opisu podróży autobusowej. Na tym więc teraz poprzestanę.

To tylko kilka z moich obserwacji. Śluby i wesela stanowią temat osobny, który pewnie jeszcze poruszę. Jak już wspomniałam codziennie uczę się nowych rzeczy. Zdarza się, że tego nie zauważam, dopóki nie wezmę zeszytu do ręki. Słowa płyną same, trudno się dziwić, skoro dookoła wszystko tak różne, dziwne i ciekawe.