facebook:
dsc_0477

2016-12-28 4 min to read

Religia i kult jednostki w krajach Azji Południowo-Wschodniej

Category : Azja południowo-wschodnia

W krajach azjatyckich fascynuje mnie nie tylko historia czy kultura, ale także religia, zwyczaje, obrzędy i kult jednostki. Pod wieloma względami Tajlandia oraz Wietnam różnią się między sobą, znajduję jednak także wyraźne podobieństwa. W Tajlandii ogromnym szacunkiem darzy się rodzinę królewską, Wietnamczycy nadal oddają cześć postaci Ho Chi Minha. Sarn (kapliczka duchów przodków) jest charakterystycznym punktem tajskich podwórek, w Wietnamie z kolei na prowizorycznych ołtarzach składa się dary zmarłym, a przy świątyniach, koło domów lub nawet na ulicach pali się sztuczne banknoty i papierowe wersje przedmiotów codziennego użytku, które według wierzeń  mogą się przydać duszom błąkającym się nadal po tym świecie.

W Tajlandii dominującą religią jest buddyzm,  ściślej jedna z jego gałęzi o nazwie Theravāda. Kolorowe pagody (bogato zdobione miejsca kultu, modlitwy, medytacji) można spotkać dosłownie wszędzie. Pewnego dnia udało mi się zaobserwować taką świątynię jeszcze w trakcie budowy. Na środku, wśród fundamentów, ustawiono ogromnych rozmiarów posąg Buddy, a następnie ściany zaczęto wznosić dookoła niego (w przeciwnym wypadku monumentalna figura mogłaby się przecież nie zmieścić w drzwiach).

Buddyzm, często nazywany religią, należy właściwie do systemów filozoficznych. Elementy religijne w nim występujące (wiara w istoty nadprzyrodzone tzw.dewy oraz w reinkarnację) pochodzą z hinduizmu. Sam Budda (wywodzący się z Indii) swoich nauk nigdy nie określił mianem religii, mówił raczej o nauczaniu ścieżki pozwalającej wyzwolić się od cierpienia.

Pewnego dnia poruszyłam ten temat z Maprang, recepcjonistką pracującą w moim hostelu w Bangkoku, dzięki temu udało mi się uzyskać kilka dodatkowych informacji:
– Budda nie chciał, aby po jego śmierci powstał kult wokół jego osoby. Był nauczycielem, dla niego liczyły się prawdy, których nauczał. To ludzie zlekceważyli jego życzenie, zaczęli mu stawiać posągi i świątynie. – powiedziała mi.
– To prawda, – myślę sobie.- człowiek nie może opierać swojej wiary na serii abstrakcyjnych zasad. Chrześcijanie, muzułmanie, buddyści – wszyscy potrzebujemy wizualizacji, bodźca dla wyobraźni, ułatwienia.

W Tajlandii religie przeplatają się. Buddyzm nie wyklucza kultu Ganesi – bożka o głowie słonia, patrona uczonych, nauki, liter i pisarzy, stąd też na ulicach często można spotkać również jego podobizny. Zastanawiają mnie ludzie składający dary na ołtarzykach, potrafiący odnaleźć moment skupienia przy kapliczce na środku ulicy, wśród tłumu przechodniów i przy dźwięku klaksonów. Medytacja tego typu, pomimo wielu prób, jest mi nadal absolutnie obca.

W Tajlandii również zmarły król urasta obecnie do miana ikony, prawie-bóstwa. Na skrzyżowaniach, na przystankach metra, na stacjach kolejowych i w wielu podobnych miejscach poustawiano ołtarze upamiętniające władcę, przy których modlą się Tajowie. Wizerunki Bhumibola Adulyadeja nadal, dwa miesiące po jego śmierci, spotkać można dosłownie wszędzie. Kilka tygodni temu oficjalnie mianowano królem jego syna, odbyło się to jednak bez wielkich ceremonii i obchodów. W kraju wciąż trwa żałoba narodowa.

– To był wielki władca. – powiedziała mi ciotka Bee, żony właściciela mojego hostelu, która jak się okazało pracowała w przeszłości jako jeden z rządowych oficjałów. – Podróżował po całej Tajlandii, nawet do wiosek, w których żaden król nigdy nie był. Ciągle myślał nad tym, jak udoskonalić kraj. Wymyślał nowe systemy irygacyjne. Wyprodukował sztuczny deszcz.
– Sztuczny deszcz? Masz na myśli zraszacze?- przerwałam zaintrygowana.
– Nie, nasz król wymyślił sposób na wyprodukowanie sztucznej chmury, z której spadł deszcz. – odpowiedziała mi staruszka, co ciekawe prawie biegle władająca angielskim. – Stworzył także własny system ekonomiczny, unowocześnił sposób w jaki Tajowie uprawiają ziemię. – dodała. (źródła online mniej lub bardziej potwierdzają jej słowa, jeżeli jednak chodzi o efektywność działań króla zdania są podzielone).

Szacunek dla rodziny królewskiej i miłość do władcy, tak powszechne wśród Tajów, zadziwiają. Podobnie jak  popularne wśród Wietnamczyków składanie pokłonu przed ciałem Ho Chi Minha w mauzoleum w Hanoi. Kult jednostki, silnej figury historycznej, łączy obydwa kraje, które przecież różnią się od siebie chociażby systemem politycznym. Nie do końca wiem, jak w Tajlandii, ale w Wietnamie unika się tematów politycznych jak ognia. Młodzi ludzie nie interesują się polityką. Akceptują sytuację w kraju taką, jaka jest i zajmują się własnymi sprawami. O religii również mówi się niewiele lub wcale.”Jezus był dobrym człowiekiem, który dawno temu nauczał dzieci szacunku do rodziców”- taką wersję Bożego Narodzenia przedstawiamy dzieciakom w naszej szkole. Dlaczego? Do końca nie rozumiem, ale tak pewnie jest lepiej czy bezpieczniej.

Azja fascynuje, jednak jedno jest pewne – podróżując muszę się nauczyć respektować panujące tu prawa i zwyczaje. Obserwuję ludzi, wchłaniam doświadczenia, staram się nikogo nie urazić. Przede mną jeszcze kilka ładnych miesięcy.