facebook:
praca w hospitality - Arran whisky

2016-10-29 5 min to read

Praca w hospitality

Category : Rozmaite, Życie w Szkocji

Wierzcie lub nie, wszystkie doświadczenia są cenne. Te dobre i te trudne. Nie, nie jestem wieczną optymistką (wręcz przeciwnie), aczkolwiek doceniam każdą życiową lekcję. Od kilku miesięcy pracuję w szeroko pojętej branży zwanej hospitality i muszę przyznać, że dowiedziałam się wiele, głównie o innych ludziach. Być może to, czego się nauczyłam jest błahe i nieistotne, ale dla mnie osobiście okazało się na tyle ciekawe, że postanowiłam się z Wami tym podzielić.

Pisałam już o tym, że praca w hotelach i restauracjach za granicą to nie tylko prosty sposób, żeby się utrzymać i odłożyć pieniądze na wymarzone wakacje. To także coś, co daje mi wiele swobody i wolności – wolności przemieszczania się z miejsca na miejsce, zmieniania otoczenia, środowiska, poznawania nowych osób. Wolności, żeby powiedzieć „Nie, ja już mam dosyć” i po prostu ruszyć dalej. Na swojej drodze w ciągu tych ostatnich kilku miesięcy poznałam wielu ludzi, często nietuzinkowych. Jak się okazuje są tacy, którzy w hotelach pracują z dokładnie tych samych powodów, co ja. Są również inni – o niebagatelnych, często trudnych, życiowych historiach. Jak A., który zajmował kiedyś wysokie stanowisko w firmie X (nie do końca zrozumiałam, co dokładnie robił). Praca nie dała mu szczęścia, jedynie stres i pieniądze. A. Obecnie zmywa naczynia w kuchni hotelu EI i czuje, że mu lżej na sercu. Kto śmie oceniać jego życiowe wybory? Najważniejsze to być szczęśliwym w taki, czy inny sposób. Najważniejsze to nie szufladkować innych na podstawie ich zawodu. Nie definiuje nas praca, definiuje nas osobowość.

 

Jest jeszcze wiele innych rzeczy, których nauczyłam się pracując w hospitality. Oto i one:

Po pierwsze: zasady savoir vivre. Nie muszą być one najmocniejszą stroną twoich klientów (często nie są!), ale z pewnością jeżeli pracujesz w wysokiej, czy nawet średniej klasy restauracji, sam powinieneś mieć je wszystkie w przysłowiowym malutkim palcu. Osobiście przyznaję, że przez długi czas byłam typowym ignorantem. Do dwudziestego roku życia miałam problemy z posługiwaniem się nożem i widelcem(tak, właśnie tak! Nie wstydzę się tego!). Rodzice nigdy nie przykładali wagi do takich drobnostek, kiedy byłam dzieckiem liberalnie pozwalano mi jeść palcami. Pracując w restauracjach nie tylko nauczyłam się w fantazyjny sposób składać serwetki, ale przyswoiłam także poprawny rozkład sztućców i kieliszków na stole, kształty rozmaitych noży (inny do mięs, do ryb i do serów), szklanek (do wina, wody, whisky, koniaku, likierów). Wszystko po to, żeby dowiedzieć się, że… wiele klientów tak naprawdę nie ma pojęcia o tym, po co ta cała błyszcząca zastawa.

Po drugie: Jeżeli pracujesz za granicą, to jest więcej niż pewne, że co piąty klient zapyta cię, skąd pochodzisz. Dobra rada – dla ułatwietnia zaraz po nazwie kraju podaj nazwę dużego miasta znajdującego się w pobliżu twojego miejsca pochodzenia. Dla Polski południowej będzie do Kraków, dla całej reszty kraju Warszawa, o pozostałych polskich miastach zazwyczaj nikt nie słyszał 😉

Po trzecie : Usłyszysz wiele komentarzy w stylu: „Kraków to stolica Polski prawda?”. W takich wypadkach uśmiechaj się przymilnie, równocześnie grzecznie wyjaśniając, że Kraków stolicą i owszem był (stąd pewnie pomyłka), ale już nie jest, no bo Warszawa i takie tam… W końcu klient ma zawsze rację, więc zbyt obcesowo pomyłki prostować nie należy.

Po czwarte: w kuchni to szef (kucharz) ma zawsze rację, cokolwiek by się nie działo, nie krytykuj jego dokonań, a już broń Boże nie proś, żeby zrobił dla ciebie (lub klienta) coś więcej niż niezbędne minimum, a jeśli już zajdzie taka potrzeba to przygotuj się na nieprzyjemną wymianę zdań. Pomiędzy kuchnią, a kelnerami często panuje trudne do opisania napięcie, żeby przetrwać w tym środowisku, musisz wyrobić sobie cięty język oraz przećwiczyć swój instynkt ucieczki.

Po piąte: pracując w hospitality nauczysz się sztucznie uśmiechać (przytrafia się to nawet najbardziej szczerym i prostolinijnym ludziom na świecie). Chcąc, nie chcąc, niestety dobry czy zły dzień, klient musi zostać obsłużony, wysłuchany, czasem zagadany, a Ty przy tym powinieneś robić wrażenie, że podanie mu najmniejszej przystawki sprawia ci niewysłowioną przyjemność. Prawdopodobnie największe wyzwanie ze wszystkich, ale również dobra lekcja panowania nad własnym temperamentem. Prawie jak medytacja.

No i wreszcie spoglądając na hospitality od pozytywnej strony: W ciągu ostatnich kilku miesięcy miałam okazję spróbować najrozmaitszych smakołyków – jeleni, przepiórek, łososia, baraniny itp., dowiedziałam się, że piwa dzieli się na lagery i ale, potrafię je także mniej więcej rozróżnić po smaku, mój stosunek do whisky ewoluował od „nie znoszę” do „uwielbiam”, poza tym nauczyłam się również kilku niezbędnych faktów o tym trunku, a żadne wine list nie są już dla mnie straszne;-). Doszkoliłam się jako barmanka, nauczyłam się rozlewać kolorowe shoty (szkoda, że nie koktajle!) i rozmawiać z ludźmi będącymi w różnym stadium odurzenia.

Ostatnie, co muszę powiedzieć: pracując w hospitality prawdopodobnie złamiesz wszystkie swoje mornale zasady, nie tylko będziesz dojadał resztki po klientach, będziesz także kradł jedzenie z hotelowej kuchni, wynosił w kieszeniach kawałki łososia, podpijał z otwartych butelek wina, kłamał przed klientami i dwulicowo uśmiechał się do gości tylko po to, żeby za chwilę skomentować ich zachowanie z kolegą obok. Tak więc zakorzenią się w Tobie dobre i złe nawyki, takie życie.
Powyższy wpis zakończę moją standardową restauracyjną linijką: „Czy mogę dla Was zrobić coś jeszcze?”.