facebook:
support-worker-3

2016-10-03 5 min to read

praca support workera – jak smutne potrafią być święta..

Category : Historie support workera

Wspominałam już kiedyś o tym, że praca support workera okazała się dla mnie jednym z największych wyzwań w moim życiu. Wszystko pewnie dlatego, że nie należę do osób silnych psychicznie. Potrafię stawiać czoła wyzwaniom, ale wewnętrznie kosztuje mnie to wiele nerwów i zdrowia. Być może zaliczam się do osób nadwrażliwych.

Zeszłoroczne Święta Bożego Narodzenia wspominam ze ściskiem w żołądku. Spędzałam je z Eileen, jednym z service userów. Nie jestem tradycjonalistką, byłam przygotowana na to, że w Boże Narodzenie nie spotkam się z rodziną, jednak odrobinę brakowało mi polskich tradycji, takich jak chociażby barszcz z uszkami. Poza tym mama płakała do słuchawki, kiedy do niej zadzwoniłam – nie należało to do przyjemnych… Niestety w zawodzie support workera trzeba być przygotowanym na pracę w Święta, Nowy Rok i prawie wszystkie weekendy. Takie życie.

A więc Boże Narodzenie spędzałam z Eileen. Miałam jej ugotować świąteczny obiad. Dzień wcześniej wybrałyśmy się na zakupy, jako że w pierwszy dzień świąt sklepy w Wielkiej Brytanii są oczywiście zamknięte. Próbowałam namówić Eileen, żeby kupiła coś smacznego – kawałek pieczeni, świąteczne warzywa, moja współtowarzyszka okazała się jednak nieugięta.

– E. Nie lubi wydawać pieniędzy. – powiedział mi pracownik społeczny, który nas sobie przedstawił. – Nie zrozum mnie źle, ona ma pieniądze, po prostu nie lubi ich wydawać.

Tak więc Eileen wybrała tani obiad złożony z pół- produktów. Pozostała nieczuła na moje perswazje. Kiedy zaniosłyśmy zakupy do mieszkania, okazało się, że E. nie posiadała żadnych garnków, kubków ani naczyń, jeśli jadała w domu (a zdarzało się to rzadko) posługiwała się mikrofalówką i plastikowymi talerzami. Mało brakowało, a sama kupiłabym jej przynajmniej część zastawy, jednak wiedziałam, że to niedozwolone. Tak samo jak niedozwolone jest robienie zakupów spożywczych za kogoś lub dla kogoś za własne pieniądze.. Reguły są sztywne i nie wolno ich przekraczać – support worker ma udzielać wsparcia, ofiarować przysłowiową wędkę, pomagać w dokonywaniu wyborów, ale upolowanie ryby należy już do osoby, którą wspiera.

W świąteczne popołudnie udałam się do Eileen z torbą gimnastyczną wyładowaną po brzegi. Zrobiłam dla niej kartkę z życzeniami i kupiłam niewielki upominek (w tym miejscu łamiąc reguły). Zabrałam ze sobą garnek, kubki, herbatę, miód, radio, a także słodycze. Co prawda nie mogłam za Eileen zdecydować o jej świątecznym menu, ale mogłam przecież przynieść dla nas deser. Posiłek był niezwykle prosty – dosłownie krajało mi się serce na wspomnienie polskiej Wigilii (jednak jak już powiedziałam był to wybór E.,której chyba specjalnie nie zależało na celebrowaniu okazji). Przygotowując obiad nie mogłam pozbyć się myśli, że powinnam była zrobić coś więcej…

Eileen ma wadę wymowy, przez co bardzo niewiele mówi i ciężko ją zrozumieć, stąd też czasami spotkania z nią były dla mnie wyzwaniem (nie zaliczam się do osób, które potrafią paplać godzinami). Poza tym cierpi na schizofrenię, zdarza się, ze w nocy krzyczy, co powoduje, że nie należy do ulubieńców sąsiadów. Jest bardzo samotna, dlatego codziennie spotyka się z support workerem. Na miejsce spotkań zazwyczaj wybiera jedno i to samo centrum handlowe, w jakiś sposób wiąże się to pewnie z jej chorobą. Być może jest to dla niej namiastka normalności. E. lubi, kiedy oprowadzamy ją po sklepach „pod rękę”.

W Boże Narodzenie centrum handlowe było zamknięte. Po zjedzonym obiedzie nie za bardzo wiedziałyśmy z E., co robić dalej. Postanowiłyśmy wyjść na spacer. Na zewnątrz panował przenikliwy ziąb, mimo to Eileen uparła się, żeby nie wkładać kurtki, ani swetra. Udało mi się ją namówić jedynie na zarzucenie szalika.
„W takich wypadkach zawsze miej ze sobą kurtkę przerzuconą przez rękę. Jeżeli ktoś was zaczepi, możesz pokazać, że to nie twoja wina, że to twój service user nie chciał założyć jej na siebie.” – mówiono mi na szkoleniu. – „Nie wolno wam ich do niczego zmuszać.”

Zimno zaprowadziło nas do pobliskiej kawiarni (o dziwo otwartej!). Wypiłyśmy gorącą czekoladę. Było mi smutno, bo nie byłam w stanie dla E. zrobić nic więcej. Nie były to idealne święta. Właściwie daleko im od doskonałości. Nie pomogła czapka Mikołaja i dobre chęci. Po odprowadzeniu Eileen do domu uściskałam ją na pożegnanie. Zauważyłam, że był to moment naszych spotkań, który sprawiał jej dużą radość, dlatego zawsze pamiętałam o uścisku.

Eileen ma rodzinę. Jej matka mieszka w Edynburgu. Podobnie jak jej przybrana matka i przybrane rodzeństwo. Żadne z nich nie zaprosiło jej do siebie na święta, nawet mimo tego, że odpowiednio wcześniej wysłała im prezenty. Utrzymują jedynie sporadyczne kontakty, pewnie przez jej chorobę. Mogłabym się na nich złościć, ale nie mi rozsądzać o cudzym życiu, zwłaszcza, że wiem, iż przebywanie z Eileen potrafi być trudne. Moralna szara strefa – znam podobną sytuację z własnego życia.

Nawet dzisiaj,kiedy wspominam nasze wspólne święta, prześladuje mnie poczucie porażki. Nie było nam zbyt wesoło. Wcale nie mam poczucia, że spełniłam dobry uczynek spędzając Boże Narodzenie z obcą osobą.. Jest mi wstyd, bo moje życie wygląda lepiej niż życie Eileen, a ja byłam w jej życiu tylko przez chwilę. Próbowałam pomóc, a potem się poddałam i zrezygnowałam z pracy, której na dobrą sprawę nie lubiłam. Zbyt wiele było we mnie wewnętrznych konfliktów. Po raz kolejny – moralna szara strefa. Wiem jak potrafi boleć samotność, boli mnie samotność Eileen, dlatego od kiedy skończyłam z pracą support workera i się wyprowadziłam, po prostu o niej nie myślę..

  • Rzeczywiście ciężka praca. Podziwiam cię, bo ja chyba bym się nie podjęła.