facebook:
podroze-ksztalca

2016-10-17 6 min to read

Czego uczą podróże?

Category : Poradnik podróżnika, Rozmaite

Podróże kształcą – tak się mawia, ile w tym prawdy to już pewnie zależy od osoby. Niektórzy podróżują z ciekawością i otwartością dla świata, podchodzą do ludzi życzliwie, zadają pytania, czytają, rozmyślają… Inni wolą wycieczki all inclusive, maksimum słońca przy minimum wysiłku i jak najmniej kontaktu z lokalną społecznością.

To, czy podróże rzeczywiście poszerzają nasze horyzonty zależy moim zdaniem od tego, na ile jesteśmy gotowi przekroczyć własną strefę komfortu i doświadczać tego, co nowe.

Osobiście podróżując wiele czytam. Przyjeżdżając w konkretne miejsce jestem ciekawa pzede wszystkim jego historii. Inspirują mnie także legendy i lokalne opowieści. Najwięcej wrażeń wynoszę z rozmów z mieszkańcami. Kiedy przyjechałam do Szkocji, nie miałam o tym kraju bladego pojęcia. Szybko nadrabiałam – couchsurfing pozwolił mi na codzienny kontakt z rdzennym Edynburczykiem, filmy typu „Braveheart” sprawiły, że zapałałam miłością do highlands, seriale dokumantalne BBC przybliżyły mi kaledońską historię i codzienność. Ale od kiedy zaczęłam podróżować nie tylko znacznie poszerzyłam swoją wiedzę, nauczyłam się także sporo innych rzeczy…

GOSPODAROWANIE CZASEM I BUDŻETEM

Planując zbliżającą się podróż do Azji musiałam oszacować, jak długo zajmie mi zebranie potrzebnej kwoty, musiałam także znaleźć sposób na to, aby te pieniądze zdobyć. Następnie rezerwując bilety trzeba było wiele czytać, aby zorientować się co do cen, możliwości i tego, na jak długo mój budżet wystarczy. Dodatkowo dochodzi sprawa noclegów. Z dumą stwierdzam, ze osiągam mistrzostwo w wynajdowaniu coraz to kolejnych możliwości „zahaczenia się” w różnych miejscach na świecie. To już nie tylko couchsurfing, to także portale worldpackers, workaway czy warmshowers.

Jeżeli chodzi o budżet, oszczędzanie nigdy nie było moją mocną stroną. Potrafię podróżować tanio, ale nie lubię żyć zupełnie jak pustelnica. W tym roku przekonałam się, ze doskonałym sposobem oszczędzania pieniędzy na podróże są pozycje typu live-in. Pełno ich w Wielkiej Brytanii (wystarczy użyć chociażby portalu workabout i wyszukać odpowiednie ogłoszenie). Oczywiście wybieram tylko takie miejsca, które przy okazji chciałabym zwiedzić. Pracuję głównie w hotelach, co daje mi wiele swobody – mogę odejść i przenieść się gdzieś indziej w każdej chwili. Być może w przyszłośći wypróbuję również Norwegię czy Islandię. Moim marzeniem jest Nowa Zelandia, tutaj niestety pojawiają się trudności wizowe.

Musiałam narzucić sobie pewną dyscyplinę – co miesiąc odpowiednia kwota wędruje na moje konto oszczędnościowe. Jednak nie narzekam, wystarcza mi na zwiedzanie i drobne szaleństwa (mieszkanie i wyżywienie zawyczaj przy pozycji live-in jest zagwarantowane). Muszę przyznać, że wszystko, co opisałam powyżej było niezłą lekcją samodyscypliny.

ZDOLNOŚCI INTERPERSONALNE/ WYZBYWANIE SIĘ NIEŚMIAŁOŚCI

Przemieszczając się ciągle poznaję nowych ludzi. Biorąc pod uwagę, że pracuję w miejscach dosyć odludnych, moi współpracownicy za każdym razem stają się moją rodziną. Uczę się cierpliwości, zwłaszcza w sytuacjach kiedy sąsiadka z pokoju obok (mieszkam w tzw. staff accomodation) przyprowadza chłopaka lub gdy sąsiad z dołu puszcza głośno muzykę. To troszeczkę tak, jakbym cofnęła się w czasie i po raz kolejny wylądowała na studiach. Muszę przyznać, że dobrze się bawię, nie mówiąc o tym, że wogóle nie odczuwam faktu, iż właśnie skończyłam dwudziesty siódmy rok życia.

Pamiętam mój pierwszy dzień na Arran… Usiadłam we wspólnej kuchni i zaczęłam czytać książkę. Co chwilę przysiadały się do mnie nowe osoby… Początkowo to ja sama musiałam zaczynać konwersacje (tak to zazwyczaj działa, kiedy pojawia sie nowy człowiek w stosunkowo zżytej grupie), szybko jednak sytuacja się wyrównała. Przyznaję – tam, w Blackwaterfoot czasami nie było łatwo… Kilka miesięcy zajęło mi, zanim znalazłam właściwy balans pomiędzy czasem dla innych i czasem dla siebie. Tak naprawdę wewnętrzny spokój osiągnęłam dopiero na Skye.

ODWAGA

Wyprawa w nieznane zawsze przecież wymaga odwagi. Nigdy nie wiadomo, gdzie trafisz, jak będzie wyglądała praca, jakie będą twoje warunki mieszkaniowe oraz jacy okażą się otaczający cię ludzie. Z dumą przyznaję – tak ! Okazało się, że potrafię być odważna i świetnie sobie radzić nawet w trudnych sytuacjach (przypadek mojego poprzedniego hotelu na Skye, pisałam o nim TUTAJ).

INSPIRACJA

Zaczęło się od pisania bloga… Początkowo nie było to nic wielkiego. Stopniowo zauważałam, jak wiele ciekawych rzeczy działo się codziennie dookoła mnie. Rozmowy z ludźmi zamieniały się w kolejne wpisy. Obecnie przyznaję szczerze – nie mogę przestać pisać ! Po pewnym (dłuższym) czasie wkroczyłam do blogosfery pełną parą, zaczęłam śledzić inne blogi podróżnicze, czerpać inspiracje. Z ogromną pomocą przyjaciela dostosowałam bloga do moich potrzeb. Pojawiły się galerie zdjęć, a ja zaczęłam się powoli interesować SEO. Codziennie uczę się czegoś nowego, być może moja strona nie ma zbyt wielu czytelników, ale jest dla mnie wielką pasją, jak i również lekcją. Dodatkowo uczy mnie SYSTEMATYCZNOŚCI. Codzienność pozyskała pewną STRUKTURĘ.

WYZNACZANIE CELÓW

Gdyby nie było celu (podróż do Azji), wszystko co obecnie robię straciłoby na znaczeniu. Gdyby nie było marzeń (np. napisanie w przyszłości książki podróżniczej), również mój blog nie miałby większego sensu. Gdyby nie było drobnych celów w podróży – kolejne miejsca do zwiedzenia, wolontariat w Wietnamie, joga w Tajlandii – pewnie skończyłabym marnując wiele czasu na bezczynności. Jeszcze w marcu brakowało mi właśnie CELU. Depresja równa się bezcelowości. Poczucie, że są rzeczy, których pragnę w życiu pozwalają mi walczyć z moją największą słabością.

WALKA Z SAMĄ SOBĄ

Na Arran przyszło mi zmierzyć się z moim największym lękiem – strachem przed samotnością i odrzuceniem czy brakiem akceptacji. Spojrzałam prawdzie prosto w oczy – odczułam, że wciąż wewnętrznie jestem tylko małą dziewczynką, marzącą o tym, żeby ktoś się mną zaopiekował i przytulił. Na Skye z kolei odrzuciłam ten obraz siebie, poczułam się silna, nauczyłam się samodzielności, znalazłam pasję i cel, które pozwoliły mi dobrze czuć się w moim własnym towarzystwie. Obecnie dążę do tego, żeby otaczających mnie ludzi lubić, ale ich nie potrzebować. Kochać, bo chcę, a nie dlatego, że muszę. Ciągle się jeszcze potykam, za bardzo zwracam uwagę na opinie innych… Praca nad sobą wymaga przecież czasu.

SAMODYSCYPLINA

Podróżuję samotnie (chociaż nigdy nie jestem sama, wciąż poznaję nowych ludzi), a to sprawia, że jestem zdana sama na siebie. Muszę sobie radzić, muszę być dzielna. Sens własnej mokro-głowej egzystencji muszę znaleźć w sobie (zabrzmiało górnolotnie). Czasami brak mi sił, wtedy odpoczywam, nie robię nic. Szybko jednak zbieram się do działania. Wiem, że w życiu nic nie przychodzi samo.

Pewnie jeszcze wielu innych rzeczy nauczyłam się w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Najważniejsze jest dla mnie, że przestałam odczuwać potrzebę mówienia o tym, co złe i przykre. Świat zabarwił się na różowo. Pytanie na jak długo? Cokolwiek przyszłość przyniesie – wezmę to „na klatę”. Już chyba wiem jak.