facebook:
21-09

2016-09-21 5 min to read

Typowy dzień support worker’a

Category : Historie support workera, Życie w Szkocji

– Ona nie lubi, kiedy się spóźniasz. Ale uważaj, nie lubi też, kiedy przychodzisz za wcześnie, najlepiej być punktualnie. – wiele osób mi to powtarzało. Tak czy siak autobusy jeżdżą różnie, a w zimie, kiedy wieje i pada, raczej ciężko robić kółka dookoła bloku dopóki nie wybije równa godzina. Tego dnia przyjechałam z pięciominutowym opóźnieniem. Marta, obudzona przez drugiego support workera, siedziała na łóżku i piła herbatę. Spróbowałam przyłączyć się do ich rozmowy, ale było mi trudno, obydwie dziewczyny mówiły szybko i niewyraźnie ( to pewnie z zaspania). Po chwili przeszłyśmy do rutynowych czynności.

Kiedy zakładałam rękawiczki, druga support workerka już opróżniała worek na mocz znajdujący się zazwyczaj z boku łóżka. Wspólnie rozebrałyśmy Martę z pidżamy i posadziłyśmy ją na specjalnym siedzisku przymocowanym do dźwigu, za pomocą którego przeniosłyśmy ją na krzesło prysznicowe. Trzeba ją jeszcze było zawieźć do łazienki, tam potrafiła sobie już poradzić sama.

Kiedy Marta brała prysznic, ja piłam moją pierwszą tego dnia kawę.

– Następna osoba, do której się wybieram jest absolutnie okropna. – opowiadała Heather. – Ostatnim razem, kiedy tam byłam, zaczęła na mnie krzyczeć i grozić, że mnie pobije. Mój team leader powiedział mi, że jeżeli coś takiego znowu się wydarzy, to mam po prostu wyjść i zostawić ją samą.
Heather należała do osób o silnym charakterze. O podobnych zdarzeniach opowiadała z uśmiechem, praca z przypadkami „trudnymi” bynajmniej nie spędzała jej snu z powiek. Nie tak jak mi…

– Jestem gotowa! – zawołała Marta z łazienki. Przewiozłyśmy ją z powrotem do pokoju, wytarłyśmy dokładnie ręcznikiem, pomogłyśmy się jej ubrać i przeniosłyśmy ją na krzesło elektryczne. Marta była gotowa, żeby zacząć swój dzień, czego nie można było powiedzieć o mnie. Byłam zmęczona, od jakiegoś czasu zaczęłam mieć poważne kłopoty ze snem.

Tego dnia zostałam z Martą do godziny czternastej. Rozmawiałyśmy niewiele, M. Nie należy do osób otwartych. O trzynastej dostałam telefon z prośbą, żeby popołudniu pojechać do kolejnego domu na drugim końcu miasta. Zgodziłam się, nie miałam wielkiego wyboru. Amelię spotkałam wcześniej tylko jeden raz, wiedziałam, że nie sprawia problemów. To jednak nie znaczy, że łatwo się z nią przebywa. A. cierpi na niedorozwój umysłowy, jest trzydziestoletnią kobietą o powierzchowności i mentalności małej dziewczynki.

Dojechałam na miejsce na czas, Amelia właśnie wróciła z day center. Pudełko po drugim śniadaniu i leki na epilepsję zostawiłyśmy w kuchni, poszłyśmy na górę. A. odsunęła łóżko, wyjęła pudła z zabawkami i zaczęła nimi rzucać o ścianę. Nie chciała przestać. Jako niedoświadczony support worker nie do końca wiedziałam, co powinnam w takiej sytuacji zrobić. Kiedy próbowałam jej przerwać, A. stawała się agresywna. Po pół godzinie usiadłam w rogu pokoju i pozwoliłam jej robić to, co chciała. Poczułam się bezradna. Nie mogłam z nią złapać kontaktu.

– Musisz jej na to pozwolić. – powiedziała mi później Joanna. – Ona się tak z tobą bawi. Poza tym to jest jej sposób buntu przeciwko matce, która ciągle sprząta. Pozwól jej rzucać tymi zabawkami.

Słowa Jo nie pomogły mi jednak pozbyć się poczucia porażki. Zwłaszcza, że sytuacja powtarzała się za każdym razem, kiedy przyjeżdżałam do Amelii. Pewnego dnia wspomniałam o tym Andrzejowi, mojemu terapeucie.
– Wiesz, czego nauczyłem się, pracując z pacjentami z psychozą? – zapytał. Oczywiście nie wiedziałam… – Im bardziej próbujesz zmienić ich zachowanie, tym bardziej stają się oporni. Dopiero, kiedy dasz im spokój i pozwolisz robić to, na co mają ochotę, powoli zaczynają się uspokajać. Może w twoim przypadku to także zadziała.

Od tej pory siadałam pod ścianą i obserwowałam. A. nie przestawała rzucać przedmiotami, ale niekiedy przynajmniej na chwilę udawało mi się zainteresować ją również czymś innym. Poczucie bezradności lub wręcz porażki utrzymywało się we mnie długo. Wracałam do domu zmęczona i smutna, zastanawiałam się nad tym, „dlaczego nie potrafię…”? Teraz wiem, że to nie była moja wina. Wtedy też to wiedziałam, ale trudno mi było wykazać odporność wobec brutalnej rzeczywistości.

Spędzałam każdy dzień z osobami na wózkach inwalidzkich, niepełnosprawnymi umysłowo, schizofrenikami.. Tak wygląda praca support workera. Zawód ten może przynieść wiele satysfakcji.. Niektórzy, pełni pasji, wykonują go latami. Ja nie potrafiłam. Czy to moja wina?

– Każdy ma jakieś własne predyspozycje i słabości. – powiedział mi kiedyś przyjaciel. Ja zwyczajnie nie mogłam pozbyć się poczucia winy, myśli, że coś ze mną nie tak, że mimo, iż daję z siebie 100% to nie potrafię być tam dla tych ludzi na tyle, na ile powinnam. Już po miesiącu zaczęłam mieć dosyć, moje poczucie własnej wartości spadło do zera, poddałam się. Czy zrobiłam coś źle? Nie sądzę.. Byłam tam, byłam z nimi, pomagałam im wstawać z łóżka, brać prysznic, przyrządzać posiłki. Rozmawiałam, zadawałam pytania, starałam się, nawet kiedy na mnie krzyczano. Nie dałam rady. Nauczyłam się jednego – żeby pracować z ludźmi do tego stopnia potrzebującymi, trzeba mieć silny charakter. Żeby mieć silny charakter, trzeba się najpierw zmierzyć z własnymi demonami. Moje demony niestety ciągle we mnie drzemią.. Być może nigdy się ich nie pozbędę. Musżę to zaakceptować. Żeby spokojnie żyć.