facebook:
dsc_0750

2016-09-03 4 min to read

Praca support workera: dr Jekyll i Mr Hyde

Category : Historie support workera

Mówi się, ze życie pisze nam scenariusze. Może to i prawda, ale tylko od nas zależy, jak zachowamy się w sytuacji, w której postawił nas los. Różni ludzie, różne reakcje i perspektywy, różne historie do opowiedzenia. Czasami wręcz skrajnie różne. Wiem o czym mówię – bywa, że sama czuję się jak Dr Jekyll i Mr Hyde. Wszystko dlatego, że jak już wspominałam cierpię na powracającą depresję. Zazwyczaj jestem osobą, która stara się maksymalnie wykorzystać każdy dzień, szukać nowych przygód i doświadczeń, ale kiedy pojawia się choroba, moja życiowa energia drastycznie spada. Przeżywając stany depresyjne zapominam o tym, jak radosną i odważną osobą potrafię być na codzień. Kiedy wracam do normy, nagle obraz człowieka po drugiej stronie psychicznego lustra wydaje mi sie obcy i zniekształcony.

Dr Jekyll i Mr Hyde nie muszą jednak żyć ze sobą w jednym ciele. Czasem skrajności mieszkają na dwóch różnych końcach miasta.. Oto moje kolejne wspomnienia z pracy support workera

MLB jest osobą funkcjonującą z rozszczepem kręgosłupa. Od zawsze porusza się na wózku inwalidzkim. Wymaga pomocy w higienie osobistej i wszystkich domowych czynnościach. Z łóżka na wózek przenosimy ją używając specjalnego dźwigu. Jej stopień niepełnosprawności określiłabym jako wysoki, aczkolwiek gdyby tylko chciała byłaby zdolna zrobić znacznie więcej niż to, co robi w tej chwili. Wszystkie mięśnie w jej ciele są niezwykle słabe z powodu braku ruchu i niechęci do wykonywania nawet podstawowych czynności. Kiedy się poznałyśmy, MLB odstawiła właśnie leki antydepresyjne, potrafiła siedzieć godzinami patrząc w ekran telewizora i nie odezwać się do mnie ani słowem. Nie za bardzo reagowała również na próby z mojej strony. Rozumiem jej postawę, ale trudno mi się było z nią zmierzyć, zwłaszcza, że później, kiedy jej stan się poprawił, zachowanie wciąż pozostało niezmienione.

 MLB jest za to hipohondryczką. Z każdym przeziębieniem dzwoni do lekarza lub jedzie do szpitala. Uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, kiedy ludzie się nad nią rozczulają. Wyobrażam sobie, że pewnie nie jest najszczęśliwszą osobą na świecie, jednak swoją postawą z pewnością sobie nie pomaga. MLB zostało przyznanych sześćdziesiąt godzin wsparcia tygodniowo po to, aby mogła prowadzić jak najbardzej normalne życie. Tylko na co to wszystko, skoro większość czasu i tak spędza przed telewizorem?

LS również urodziła się z rozszczepem kręgosłupa, mimo wszystko zawsze starała się pozostawać jak najbardziej aktywna. Z łóżka do wózka inwalidzkiego jest w stanie przetransportować się sama, potrzebuje tylko, by ktoś dopilnował, żeby nie spadła ze specjalnej plastikowej deski, której w tym celu używa. LS nie lubi poruszać sie na wózku elektrycznym, znacznie bardziej woli swój dawny, zdalny. Większość posiłków przygotowuje właściwie sama (sprzęt kuchenny w jej domu znajduje się na dopasowanej do wózka wysokości), w wolnym czasie zajmuje się wszelkimi możliwymi robótkami ręcznymi, od szydełkowania po kolorowe wzornictwo i malowanie na szkle. W domu LS telewizor również zawsze pozostaje włączony, co czasem daje trochę wytchnienia, kiedy kończą się tematy do rozmowy, ale sama LS jest najbardziej uroczą, rozmowną i miłą osobą na świecie. Kiedy tylko może stara się przebywać wśród ludzi, uczęszcza do college’u, pracuje jako wolontariuszka, wychodzi do kina czy na długie spacery.

W ciągu moich paru miesięcy w pracy support workera postawa MLB potrafiła czasem nieźle uprzykrzyć mi życie. Nie ma nic bardziej nieprzyjemnego niż spędzanie kilku godzin dziennie z osobą, która nie ma ochoty z tobą rozmawiać i całym swoim jestestwem otwarcie daje ci to do zrozumienia. Człowiek czuje się bezradny. W moim ówczesnym stanie mogłam tylko wtedy ciągle zadawać sobie pytanie : „Co ze mną nie tak?”. Kiedy potem jechałam do LS powracało poczucie ulgi i lekkość w żołądku. Jej rozmowność i pozytywne nastawienie do świata, pomimo niepełnosprawności, zaskarbiło jej moją wdzięczność, uczyniło dzień pracy łatwiejszym do zniesienia.

Dwie osoby o tej samej, trudnej kondycji, dwa zupełnie różne style funkcjonowania, różne postawy i oddziaływanie na innych. Co chciałam osiągnąć tym wpisem? Nic szczególnego, chciałam tylko pokazać że wszystko w  życiu jest kwestią naszych osobistych wyborów. Często nie mamy wpływu na to, co się nam przytrafia, ale możemy kontrolować, jak na to reagujemy. Lekcja do zapamiętania również dla mnie – na przyszłośc, kiedy znowu pojawi się we mnie Mr Hyde.