facebook:
11-09

2016-09-12 4 min to read

kwestia priorytetów

Category : Rozmaite

Nigdy nie sądziłam, że z dumą powiem, iż po studiach przez kilka, a w zasadzie to już kilkanaście miesięcy pracowałam jako barmanka lub kelnerka.. Właściwie to nie muszę, bo tutaj, w Wielkiej Brytanii nikt nie powiedziałby o mnie „she is a waitress”, zamiast tego usłyszelibyście „she works in hospitality”, bez przylepiania zbędnych metek. Jedna z rzeczy, za których lubię Brytyjczyków, nikt mnie tu nie ocenia. Chociaż samej czasami ciężko mi się wyzbyć stereotypów i od czasu do czasu lubię wspominać, że „I have a double university diploma”. Tak po prostu, mimochodem w rozmowie.

Pytanie dlaczego z dumą? Jest wiele powodów. Pierwszy z nich – nigdy nie czułam się tak „żywa” jak od kilku miesięcy, pracując w hotelach, zmieniając miejsca pobytu i zwiedzając szkockie wyspy, a przy tym poznając wciąż nowych ludzi, czytając i wchłaniając masę informacji, pisząc i kosztując lokalnych piw oraz whisky. Najważniejsze jest dla mnie to, że ponieważ nie mam pracy, na której tak naprawdę by mi zależało, wszędzie towarzyszy mi poczucie wolności i świadomość, że kiedy się znudzę i zobaczę już wszystko, co jest do zobaczenia, rozmowy zaczną się powtarzać, a widok tych samych twarzy przyprawiać mnie o mdłości, mogę po prostu odejść i przenieść się w inne miejsce. Chwilowo uciekłam od monotonii życia codziennego, zapewne nie na zawsze, ale przecież młodość ma się tylko jedną, więc zapytam wprost : dlaczego nie? 

Mam wrażenie, że w ciągu ostatnich kilku lat w naszym kapitalistycznym społeczeństwie dokonało się pewne przewartościowanie. Kariera zaczęła przeważać nad szczęściem osobistym. Wpojono nam chore ambicje. „Musicie zbudować dobre CV” – powtarzano nam przez lata studiów. Praktyki i staże, pierwsza praca, potem kolejna.. doświadczenia mają dla nas wartość o tyle, o ile w przyszłości zapisane na papierze zaimponują przyszłemu pracodawcy. Ale przecież nie żyje się dla papieru !

Zeszłej zimy, martwiąc się o moje CV, o mało poważnie się nie rozchorowałam, byłam bliska prawdziwego załamania nerwowego, a to wszystko po co? Bo rodzice, bo dziadkowie, bo wujkowie, bo znajomi wmówili mi, że dobre CV jest najważniejsze w życiu, że roczna czy dwuletnia przerwa w karierze zawodowej skutkuje brakiem zatrudnienia, że , że, że… Za cudze papierowe ambicje o mało nie zapłaciłam własnym zdrowiem i teraz już wiem, nie było warto. Czy za pięć lat będę mniej wartościowym człowiekiem, z mniejszą wiedzą, doświadczeniem czy umiejętnościami niż obecnie? Nie. A więc skoro w tej chwili jestem w stanie znaleźć pracę, dlaczego miałabym mieć mniejsze szanse w przyszłości? Zwłaszcza, jeżeli sama potrafię inwestować we własny rozwój i wiem, jak to robić.

Czy to, jak zarabiam na życie i na moje podróże świadczy o tym, jakim jestem człowiekiem? W pewnym sensie tak, ale przecież nie mówi o mnie wszystkiego. Wiem, czego chcę – ja nie chcę po prostu ŻYĆ, ja chcę moje życie naprawdę i dogłębnie PRZEŻYĆ. Co jakiś czas wyobrażam sobie, że podążyłam inną ścieżką i wybrałam karierę.. Lata pracy przy biurku, stres, poczucie braku wolności i zamknięcia w biurowej klatce przyprawiły mnie o znacznie więcej zmarszczek niż mam obecnie. Pewnego dnia spotykam podróżnika, powiedzmy takiego długowłosego hipisa szwędającego się po świecie. Zaczynamy rozmawiać… X opowiada mi o swoim życiu, podróżach, doświadczeniach, a ja zielenieję z zadrości… Dlaczego? Dlatego, że opowiada o wszystkim, czego chciałam dla siebie we własnym życiu, ale po co nigdy nie miałam odwagi sięgnąć… Wniosek: sięgam. Sięgam teraz, dopóki jestem młoda, dopóki mogę to zrobić bez większych konsekwencji. Wiem, że to, co robię nie jest odpowiedzialne, ale kto powiedział, że odpowiedzialność daje szczęście? Wychodzę naprzeciw stereotypom, tym, czego uczyłam się przez lata i tak ! Jestem szczęśliwa.

Nie mówię, że to droga dla każdego.. Są różni ludzie i różne potrzeby.. Ja chcę podróżować, pisać i cieszyć się życiem. Nie pozbyłam się ambicji, ale nie utożsamiam ich już z karierą. Czuję ulgę, jakby ktoś zdjął ogromny ciężar z moich pleców. Być może za kilka miesięcy „spróbuję odpowiedzialności na nowo”. Kto wie.. Póki co carpe diem, chwytam moment i wyciskam jak cytrynę.

To tyle prywatnych wynurzeń. Z dedykacją dla przyjaciół w Polsce.

K.

  • Trafiłam tutaj przypadkiem… po obejrzeniu filmu Skyfall i chęcią sprawdzenia jak wygląda życie w Szkocji 😉 Jezu, świetny blog! Przeczytałam chyba kilkanaście wpisów. Nie wiedziałam wcześniej o istnieniu pracy „support workera”. Wygląda na wymagającą pracę, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym.
    „Praktyki i staże, pierwsza praca, potem kolejna..” – zgadzam się w 100%. Podziwiam za odwagę 🙂

    • Dzięki wielkie za pozytywne słowa Klaudia 🙂

  • Zdzisław Skuza

    W tym samym czasie byliśmy w GB, ja wróciłem po roku, bo tyle zaplanowałem. Blog świetny, jakbym siebie widział, choć jestem chyba ze 40 lat starszy :)) „Wniosek: sięgam. Sięgam teraz”, ponieważ wreszcie mogę sobie na to pozwolić i wcale nie chodzi o pieniądze. Pozdrawiam serdecznie 🙂