facebook:
Kinloch

2016-07-30 2 min to read

To już jest koniec

Category : Wyspa Arran, Życie w Szkocji

– Mam nadzieję, że w nowym miejscu będziesz szczęśliwsza. – powiedziała do mnie Beth.

– O czym Ty mówisz? Przecież byłam tutaj szczęśliwa, pomijając pewne krótkie, nieco gorsze momenty.

Bethany uśmiechnęła się tylko. Po chwili dodała:

– Kinloch to miejsce specyficzne, tutaj trzeba mieć silny charakter. Nie, żebym twierdziła, że nie masz silnej osobowości, ale sama pewnie wiesz o co mi chodzi. To dom wariatów.

Wychodząc z kuchni zastanawiałam się nad jej słowami. Nigdy wcześniej nie pracowałam i nie mieszkałam w hotelu razem z innymi pracownikami, to pierwsze moje tego typu doświadczenie. Staff accomodation – w moim przypadku „the hut” (kiedyś już wspominałam o naszej chatce kampingowej) stwarza warunki wystarczające do przeżycia tu tych kilku miesięcy (w przypadku niektórych nawet i kilku lat), na specjalne wygody nie ma jednak co liczyć. Szybko uczysz się, że są pewne reguły, których trzeba przestrzegać – godziny posiłków, co wolno ci samodzielnie wziąć z lodówki, a czego nie, przy kim należy pilnować się z tym co mówisz i w jakim języku. Uczysz się również, że chłopaki, znudzeni pracą, obrażają siebie nawzajem  dla rozrywki, taka męska gra,  czasami obrażą i ciebie, ale nie należy się tym przejmować.

Brakuje mi polskiego słowa, żeby określić typ osobowości przeważający wśród kucharzy. Nieokrzesani – tacy są z pewnością, niegrzeczni – zależy kiedy, ostry język ma tutaj każdy. Jako kobieta usłyszałam wiele komentarzy pod moim adresem, nauczyłam się, na które reagować, a które najlepiej zignorować. Nauczyłam się, że sama muszę być niegrzeczna, kiedy trzeba, nauczyłam się jak tutaj przetrwać. Nie zawsze było łatwo, zdarzały się różne sytuacje…

Ci, z którymi pracowałam, stali się dla mnie rodziną. Spędzałam z nimi większość dnia. W miejscu takim jak to nie ma ucieczki, nie możesz się nigdzie schować, nie da się odizolować. Otaczają cię ci sami ludzie, zawsze i wszędzie. Najdziwniejsze jest to, że pomimo tego, iż ciągle przebywamy razem, bardzo często czujemy się samotni. Dlaczego?

Nie wszyscy ufają sobie nawzajem, nie wszyscy potrafią się otworzyć przed innymi. Każdy z nas ma inny charakter, każdy ma swoją własną historię i przejścia. Ludzie z ograniczonymi i szerokimi horyzontami, większość z nas jest stosunkowo młoda, zbiór osobowości. W takich miejscach można się sporo nauczyć, można przeżyć wiele wspaniałych momentów i głęboko się zawieźć. Zatraciłam poczucie czasu – płynie on tutaj inaczej niż gdziekolwiek indziej. Życie w niewielkiej społeczności bywa tak intensywne, że wydarzenia i emocje, które normalnie trwałyby tygodniami, przychodzą jednego dnia i odchodzą następnego. Musimy współżyć, musimy funkcjonować, musimy wybaczać, nawet największe rany, zwyczajnie nie mamy wyboru. Po to, żeby trwać.

Ludzki świat w pigułce – Kinloch hotel. Lekcja życia. Game over, przesilenie, pora odejść, pora poznać coś nowego.