facebook:
22.07

2016-07-22 2 min to read

Historia support worker’a c.d.- z okien autobusu

Category : Historie support workera, Życie w Szkocji

Pierwszy dzień w pracy. Musiałam wstać bardzo wcześnie, żeby zdążyć dojechać na czas. Około godzina drogi w jedną stronę. Kiedy się rekrutowałam, powiedziano mi w organizacji N, że starają się przypisywać pracowników do konkretnej dzielnicy lub okręgu po to, żeby oszczędzić im spędzania czasu w autobusach. Ten, kto mi to powiedział, chyba dawno już stracił kontakt z rzeczywitością.  Wstałam o 6.30, wzięłam prysznic, kupiłam kawę w Tesco i wsiadłam w autobus jadący do CMD (inicjały), na szczęście bezpośredni.

Przez pierwszych kilka tygodni po tym, jak zaczęłam tę pracę, moją największą obawą było, że się zgubię, zabłądzę i nie dotrę na czas lub nie dotrę w ogóle. Mój lęk po pewnym czasie urósł do rozmiarów paranoidalnych. Dziesięć razy sprawdzałam każdą trasę, wsiadając pytałam kierowców, czy aby napewno wybrałam dobry autobus, prosiłam, żeby mi wskazali przystanek,  na którym powinnam wysiąść, nawet jeśli w dane miejsce jechałam już po raz dziesiąty. Nie znałam zbyt dobrze Edynburga, tam, gdzie pracowałam wszystko wydawało mi się obce, mapa niewiele pomagała, nawet Internet w moim smartfonie nie zawsze się sprawdzał. Innymi słowy wiecznie się stresowałam, że coś pójdzie nie tak, a jeśli nie dotrę to ktoś tego dnia nie będzie mógł wstać z  łóżka o normalnej porze i będzie to moja wina.

Czasami gubiłam się w drodze powrotnej, będąc w mniejszym pośpiechu nie byłam już tak ostrożna, potem najgorsze było to, że w autobusie spędzałam czas przeznaczony na obiad lub drzemkę przed kolejną godziną pracy. Nie był to najlepszy okres w moim życiu, trudno więc mówić, żebym w takich sytuacjach zachowywała stoicki spokój.  Autobusy stały się moją zmorą. Czasami na przejazd od jednego domu do drugiego zostawiano mi bardzo niewiele czasu, wtedy stresowałam się najbardziej. I jeszcze wtedy, kiedy musiałam się przesiadać w nieznanych mi częściach miasta. Nie wiedziałam, że po pewnym czasie, kiedy przestanę sobie radzić z emocjami, to autobusy staną się moją ostoją.

W double deckerze siadałam zawsze na górze, jak typowy turysta. Przejeżdżając przez Edynburg napotyka się czasami ładne widoki. Z niektórych miejsc widać wzgórza – Pentlandy, gdzie indziej z daleka można obserwować kamienną zabudowę starego miasta razem z zamkiem. Zazwyczaj starałam się nie myśleć o niczym, medytować. O ile w drodze do pracy mi się to udawało, o tyle wracając okazywało się wręcz niemożliwe. Zamykałam oczy i widziałam wózki inwalidzkie, prowadziłam wyimaginowane rozmowy, zastanawiałam się nad tym, co mogłam zrobić źle. Dopiero po miesiącu byłam w stanie wyłączyć te myśli, głównie dlatego, że zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem i musiałam zadbać o siebie. Musiałam zadbać o SIEBIE…

c.d.n.