facebook:
15.05

2016-05-15 4 min to read

O pubach i alkoholu w Szkocji słowa dwa

Category : Życie w Szkocji

Mówi się, że Angole dużo piją. Alkoholu oczywiście. Prawda. Brytyjczycy lubią pić, a Szkoci w szczególności. Podejrzewam, że gdyby nie różnica w gęstości zaludnienia, to w Szkocji wypijano by znacznie więcej piwa, whisky (i pewnie również innych trunków) niż w Anglii. Powiecie, że Polacy też lubią sobie wypić? Rzeczywiście, tylko my pijemy inaczej..

Kultura picia? Mówi się o tym i u nas. „Na zdrowie”, kielonek bez popity, shoty czystej lub smakowej, piweczko, u-bocik, tradycyjnie –  ze śledzikiem, czasami ogóreczek, a w górach smalczyk. Toasty wzniesione za młodą parę, za solenizanta, za ciocię na imieninach, poprawiny, sylwestra, posiadówki, ogniska.. Człowiek pije, czasem się upija, kulturalnie lub mniej kulturalnie. No więc chyba nie inaczej niż w UK?

Ano inaczej, bo tutaj mają „kulturę pubową” (nie pomylić z kulturą barową, przynajmniej w mojej głowie wizja baru i pubu jest nieco odmienna). Po pracy idzie się do pubu na piwo, niekoniecznie trzeba czekać do późnego wieczora, można pójść o godzinie 17, można i o 23 (chociaż z 23 to bym uważała, zwłaszcza w środku tygodnia, bo np. w Edynburgu puby zamykają zaskakująco wcześnie). Ludzie siadają w boksach (jeżeli przyszli ze znajomymi) lub po prostu przy barze. To drugie zdarza się właściwie częściej. Nieznajomi siadają na wysokich krzesłach wzdłuż baru i po pół godzinie stają się znajomymi. Nawijązują się przyjaźnie, powstają mini społeczności stałych bywalców wpadających zawsze do tego samego miejsca. „Pinte” (kufel) ulubionego piwa, potem drugi, trzeci, rozwiązują się ludziom języki.

Mój były chłopak – C. miał w Edynburgu wytyczoną trasę ulubionych pubów, miejsc, do których lubił wpadać. Bywał często, znał barmanów, prowadził rozmowy z przypadkowymi ludźmi. Tak spędzał swój wolny czas. Czasem wolał tak, niż spędzać go z dziewczyną. To szkockie jest bardzo – mężczyźni nie wracają po pracy do domu, do żony, najpierw idą się napić, taka kultura, wolne duchy. Jest w tym coś pięknego i romantycznego (nie w alkoholu, w tej męskiej potrzebie wolności), ale i niepokojącego. Znalazłam statystyki, jeden na czterech mężczyzn i jedna na sześć kobiet w Szkocji konsumują tygodniowo nadmierne ilości alkoholu, w 2014 roku zanotowano 1152 zgony spowodowane spożyciem alkoholu, alkohol kosztuje Szkocję 3,6 biliona funtów rocznie, jeżeli wziąć pod uwagę wydatki na służbę zdrowia, opiekę społeczną, przestępczość czy zdolność produkcyjną.

Kiedy myślę o C., pamiętam, że pił często, czasami (na szczęście nie codziennie) wypijał za dużo. Jego otoczenie, gł. ludzie pracujący w hospitality pili również, pili razem z nim, przed pracą, po pracy, na wakacjach. Jego ojciec był alkoholikiem z wyboru, hedonistą, po prostu lubił sobie wypić. Podobnie jak większa część jego kolegów. C. kochał ojca, C. ojca nienawidził. C. miał trudne dzieciństwo, od dziecka obcował z alkoholem, whisky miał w genach, dookoła wszyscy pili, C. sam zaczął pić. Jak potoczy się jego życie? Mam nadzieję, że dobrze, jest mądrym człowiekiem, musi tylko nauczyć się na siebie uważać. Prawdopodobnie przez całe życie zaraz po pracy, zanim wróci do domu, będzie szedł do pubu. Jak większość ludzi w Szkocji.

Znalazłam stronę internetową, która podaje główne przyczyny wytworzenia się w Szkocji tzw. kultury alkoholu:

– bieda: w okresie industrializacji (XIXwiek) panowały ciężkie warunki mieszkaniowe, zwłaszcza w wielkich miastach takich jak Glasgow,

– klimat: w przeszłości nic innego nie było do roboty podczas długich, zimowych nocy,

– ceny alkoholu (w Szkocji pozostają stosunkowo niskie – tu bym się jednak kłóciła),

– higiena: w przeszłości bezpieczniej było pić alkohol niż wodę ze względu na stopień zanieczyszczenia w wielkich miastach.

Ale czy z tego nie wynika, że praktycznie każde europejskie miasto mogło wytworzyć podobne zwyczaje (klimat pomijając)?

Rozmawiałam kiedyś z F., znajomym Francuzem, powiedział mi:

– Tutaj trudniej jest mi prowadzić życie towarzyskie. Jestem człowiekiem, który lubi być ciągle zajęty i kreatywnie spędzać swój wolny czas. Zawsze staram się wyszukiwać różne grupy zainteresowań, takie jak parcour, samba, medytacja. Ale na tych wszystkich kursach rzadko spotykam tutejszych ludzi, zazwyczaj są to przyjezdni. Brytyjczycy po pracy lubią wyjść do pubu i się napić, a jeśli nie pijesz to nie za bardzo jest jakaś alternatywa. Ja jestem abstynentem z wyboru. Nie mam znajomych wśród Szkotów.

To tyle z negatywów, a żeby zakończyć pozytywnym akcentem… Obecnie mieszkam w Blackwaterfoot (maleńkiej wiosce na wyspie Arran). Niewiele się tu dzieje. Popołudniu, wieczorem lokalni zbierają się w pubie. Ci stąd i z drugiego końca wyspy (Brodick), jeśli akurat znaleźli się tu w interesach. Zamawiają piwko, drugie, trzecie. Pierwsza fala przychodzi około szóstej, zostają do około dziewiątej. Po dziesiątej przychodzą ci z hotelu, od czasu do czasu i ja tam jestem. Ludzie siedzą wokół baru, rozmawiają, wszyscy się znają. Kultura pubowa – nie mówimy na poważne tematy, wygłupiamy się, pijemy, rozmawiamy o bzdurach. Co jakiś czas grupa palaczy wychodzi na zewnątrz „na fajkę”. Tylko tyle, czy aż tyle?