facebook:
“Every weakness contains within itself a strength.” ― Shūsaku Endō

2016-05-20 3 min to read

Pierwsze wrażenia z pracy support worker’a

Category : Historie support workera

Iain, mój nowy team leader zaproponował mi, żebym przyszła we wtorek, zacząć pracę miałam dopiero w kolejnym tygodniu. Biuro znajdowało się w dużym budynku przy Georgie Road, 20 minut szybkim tempem od Roseburn, gdzie mieszkałam. Kod do drzwi wejściowych, kolejny kod, żeby wejść we właściwy korytarz, aż wreszcie kod do sejfu z kluczem do biura.

Biuro było niewielkie jak na liczbę osób w nim pracujących. Na środku stał duży okrągły stół, dookoła niego kilka krzeseł – miejsce spotkań naszego teamu. Po lewej stronie dwa biurka ustawione naprzeciwko siebie, a na nich komputery. Przy jednym z nich pracowała młoda blondynka, również Polka, jak się później dowiedziałam odpowiedzialna za tzw. job service. Po prawej stronie od wejścia stało biurko Iaina i jeszcze jedno z komputerem do naszego wspólnego użytku. Na  parapecie postawiono puszki z kawą i herbatą, kilka kubków

TL (team leader), Iain, dobrze zbudowany mężczyzna w okolicy czterdziestki, spotkał się ze mną po to, żeby porozmawiać, powiedzieć mi nieco więcej o mojej przyszłej pracy. Rotę obiecał podesłać nieco później. Posadził mnie na krześle, opowiedział ogólnie o podstawowych zasadach, obiecał zorganizować trening i wręczył kilka folderów staff policy do poczytania. Poinformował mnieł, że z czasem powinnam się również zapoznać z teczkami dotyczącymi poszczególnych użytkowników.  Foldery te zawierały wszystkie informacje, które powinnam posiadać zanim rozpoczęłam pracę z daną osobą. Szkoda tylko, że później zapomniano mi dać czas na ich przeczytanie.

Jak już wspomniałam Iain posadził mnie na krześle i zaczął mówić. Mówił szybko, musiałam się mocno skupić, żeby wszystko zrozumieć, za granicą mieszkałam od jakiegoś czasu, ale angielski to przecież wciąż obcy język. Potem zauważyłam, że w tej pracy spotyka się wielu ludzi szczególnie gadatliwych, ta cecha pomaga sobie poradzić, ciężko być nieśmiałym support workerem.  Iain opowiadał mi o ludziach i o własnych doświadczeniach. Kilka zdań szczególnie utkwiło mi w pamięci.

– W tej pracy musisz być dobrym aktorem, zakładać różne maski. Ludzie będą cię czasem źle traktować, będą na ciebie krzyczeć, zdarzy się, że ktoś nie wpuści cię do domu, mogą ci nawet grozić. Musisz zachować zimną krew, nie wolno ci okazywać emocji. Wchodzisz, robisz swoje, wychodzisz, dopiero kiedy znajdziesz się za rogiem ulicy wolno ci się rozpłakać. To ciężka praca, bardzo wymagająca. Zazwyczaj mówimy pracownikom, żeby brali tygodniowy urlop co dwa, trzy miesiące, żeby się od tego oderwać i odpocząć. W przeciwmym wypadku łatwo się nabawić depresji. To prawdziwa szkoła charakteru.

Poczułam suchość w gardle słysząc jego słowa. Kilka miesięcy później rzeczywiście musiałam wybrać się do mojego GP (general practitioner). Diagnoza? Depresja i stany lękowe. Leczenie? Antydepresanty i niewielka dawka diazepam przepisana na krótki okres czasu.

– Wybrałaś sobie dosyć skrajny zawód, jak na swoje możliwości psychiczne. – powiedział mi pewnego razu przyjaciel. Nie do końca mogłam się pogodzić z tym, co się stało. Nie pracowałam przecież z tzw. skrajnymi przypadkami. Marzyłam o tym, żeby zostać social workerem, potrafię dobrze słuchać ludzi, sama wiele przeszłam, wydawało mi się, że miałam do tej pracy wszelkie predyspozycje. Okazało się, że jednak nie..

– Każdy ma jakieś ograniczenia.  Trzeba nauczyć się je akceptować i żyć dalej. – co do tego M. miał rację. Zmieniłam pracę, żyję i mam się dobrze. Zweryfikowałam swoje pragnienia i plany na przyszłość. Wiem, że wszystko będzie w porządku. Musi.