facebook:
22.05

2016-05-22 5 min to read

Contact-impro i moje osobiste doświadczenia z tańcem

Category : Rozmaite

Każdy z nas może wymienić doświadczenia, które go ukształtowały. Zazwyczaj nie musimy się nad tym długo zastanawiać. To się po prostu wie. Każdy ma swoim życiu również i rzeczy, za którymi tęskni. Jeśli chodzi o mnie, w obydwu przypadkach jest to taniec. Coś, czego najbardziej brakuje mi tutaj w Szkocji.

Sześć lat studiów w Krakowie upłynęło mi w znacznej mierze na tańczeniu. Początkowo były to tańce latynoamerykańskie – salsa, kizomba, bachata.  Rytmy latino nauczyły mnie kobiecości, na parkiecie przeistoczyłam się z nieśmiałego, zastraszonego pisklątka, którym byłam w wieku dziewiętnastu lat, w świadomą swojej urody kobietę. Następnie przyszedł czas na zouka (taniec brazylijski). Dzięki niemu poznałam wspaniałych ludzi, nauczyłam się także wyginać części ciała, o których nie myślałam, że są „wyginalne” ;).  Dopiero jednak kontakt-improwizacja była prawdziwym przełomem w moim życiu. Taniec ten pozwolił mi uwierzyć w relacje międzyludzkie na nowo.

Pamiętam dzień, w którym po raz pierwszy zjawiłam się na zajęciach nazwanych Con-tango. Zostałam na nie zaproszona przez Edwarda. Spodziewałam się oczywiście lekcji tanga, tymczasem wydarzyło się coś zupełnie innego, ale o tym za chwilę. Był to dla mnie ciężki czas. Otóż jestem osobą, która cierpi na powracającą depresję. Prawdopodobnie będę się z nią zmagać całe życie, zwłaszcza w tych trudniejszych momentach lub w okresach, w których zdecyduje się odstawić lekarstwa. Pogodziłam się z tym i staram się żyć najlepiej, jak umiem, przygotowując się równocześnie na „ten następny raz”. W momencie, kiedy trafiłam na zajęcia Con-tanga mój drugi epizod depresji trwał już od ponad roku. Nie potrafiłam sobie z nim poradzić. Czułam się wyobcowana, samotna, zerwałam kontakt z większością znajomych, depresja zagościła nie tylko w mojej głowie, czułam także jej objawy fizyczne. Ogromny ból, narastający w klatce piersiowej smutek, bezradność… Con-tango, Kontakt Przestrzeń ruchu i tańca i osoby, które tam spotkałam pomogli mi wrócić do siebie, do ciała i i do ludzi.

Osobą, która wprowadziła mnie tego dnia w tajniki contact-impro była Dominika. Rozpoczęła od delikatnego masażu, żeby wzbudzić moje zaufanie. Następnie pozwoliła mi zamknąć oczy i powoli zaczęła poruszać moim ciałem, robiła to z wielkim wyczuciem. Po raz pierwszy od dawna zetknęłam się z zupełnie aseksualnym dotykiem i rodzajem tańca (tańce latyno-amerykańskie są bardzo seksualne, musicie przyznać). Nie mam zbyt wielkiego zaufania do obcych ludzi, nie dotykam innych, nie daję im się dotykać, dopóki chociaż trochę się nie poznamy, nie zbliżymy, nie zaprzyjaźnimy. Wśród przyjaciół jednak doceniam ciepły uścisk, poklepanie po plecach, przytulenie. Każdy z nas tego potrzebuje.

Moją pierwszą reakcją było drżenie – nóg, rąk, dłoni. Tak zareagowała moja choroba, moja przyjaciółka depresja. Postanowiłam jednak kontynuować. Pod koniec zajęć wszystkich uczestników ustawiono w kole. Po kolei każda osoba miała wchodzić do środka i zamykać oczy, po to, żeby grupa mogła jej przekazać różnego rodzaju „impulsy”. Czasami podchodziliśmy blisko i zaczynaliśmy szeptać, innym razem delikatnie łaskotać tego, kto akurat stał w kręgu. Nie chciałam w tym uczestniczyć, wtedy nie wiedziałam dlaczego, zostałam jednak przekonana. Jako ostatnia osoba weszłam do środka i zamknęłam oczy. Czułam wyraźnie obecność obcych ludzi dookoła mnie, ludzi, z którymi przed chwilą tańczyłam. Podchodzili coraz bliżej, a ja coraz bardziej się trzęsłam. Grupa obdarzyła mnie zbiorowym uściskiem i w tym momencie coś się we mnie przełamało. Wychodząc z sali poszłam prosto do łazienki i zaczęłam płakać. Nie mogłam się uspokoić. Następnie wybrałam się na długi spacer. Roztrzęsiona chodziłam wzdłuż Wisły zastanawiając się nad tym, co się właściwie stało. Nie mogłam się otrząsnąć przez kolejne trzy dni. W środę rano spotkałam się z moim terapeutą.

– Nasze ciało ma swoje potrzeby. – powiedział mi. – Zostają one wyparte i zapomniane, kiedy nie możemy ich zaspokoić. To nie znaczy jednak, że znikają. One dalej tam są i mogą zostać w każdej chwili obudzone. Moment, kiedy się budzą może być dla nas bolesny.

W środę wieczorem wróciłam na Con-tango. Jeszcze przez kilka następnych tygodni nie było łatwo. Po jakimś czasie zaczęłam się jednak czuć pewniej w swoim ciele, zaczęłam w tańcu ze swobodą wyrażać własną osobowość i wchodzić w interakcje z drugim człowiekiem. Przeniosło się to również na moje życie codzienne. Znów zaczęłam ufać ludziom, rozmawiać z nimi, nawiązywać przyjaźnie. Otworzyłam się na nowo, obudziłam swoje ciało, dzięki czemu również i moja głowa się obudziła. Jesteśmy jednym – fizyczność zależna od psychiki, psychika od fizyczności. Niedługo potem depresja odeszła, przynajmniej na jakiś czas.

Czym jest kontakt-improwizacja? To właśnie taneczne wchodzenie w interakcje z drugim człowiekiem, nawiązywanie kontaktu w rytm muzyki, swobodne przyciąganie ciał. To odczuwanie siebie, tańczenie w zgodzie ze sobą, improwizowanie z fantazją. Oczywiście kryje się za tym i pewna technika, głównie jednak chodzi o przyjemność ruchu. To relaks dla zmysłów, medytacja, bycie tu i teraz, głębokie odczuwanie otoczenia. To uśmiech na twarzach tancerzy, dobra energia, zabawa. Dla mnie jest to również nawiązanie do naszych pierwotych, stadnych potrzeb. Jesteśmy w końcu zwierzętami, XXI wiek to wiek indywidualizmu, ale wszyscy wywodzimy się ze stada, z grupy. Właśnie ta „stadność”, potrzeba przebywania z innymi krąży wciąż w naszych żyłach i może znaleźć ujście w tańcu.

Ten osobisty wpis dedykuje Edwardowi i Dominice, za wszystko, co dla mnie zrobili. Pozdrawia Was Panna z mokrą głową J