facebook:
support-worker

2016-04-28 4 min to read

Praca support workera: kto to jest support worker

Category : Historie support workera

Jesienią 2015 roku rozpoczęłam współpracę z pewną organizacją charytatywną, nazwijmy ją organizacją N. Ze względu na poufność danych jestem zobowiązana zachować w tajemnicy zarówno nazwę, jak i wszelkie szczegóły, które mogłyby naprowadzić czytelnika na właściwy ślad mojego miejsca pracy. Dodam tylko, że już tam nie pracuję, z wielu powodów, zarówno osobistych, jak i związanych z warunkami czy specyfiką zawodu, który wykonywałam. Wytrwałam kilka miesięcy. Chciałam zbawiać świat, ale ogień wygasł. Prometeusz utopił pochodnię w jeziorze. Znam jednak ludzi, którzy jako support worker pracują latami – osobiście nie wiem, jak im się to udaje. W każdym społeczeństwie są jednostki słabsze i jednostki silniejsze, także psychicznie. Podziwiam ich za upór i pogodę ducha.

Niektórym pasja pozwala wyrobić sobie specyficzny rodzaj odporności. Być może również inne miejsca są lepiej zorganizowane niż moja organizacja N., godziny pracy są tam mniej zróżnicowane, może nie ma tzw. split shiftów czyli zmian od rana do nocy z trzy lub czterogodzinną przerwą w środku dnia, ciągłych dojazdów od jednego domu do drugiego (bo pod opieką organizacji są ludzie mieszkający w bardzo różnych częściach miasta), godzin (niepłatnych) spędzanych w autobusach komunikacji miejskiej czy problemów z ciągle zmieniającym się managementem. Być może również  w innych organizacjach pracownicy dostają swój grafik czyli rotę z miesięcznym wyprzedzeniem, co pozwala im planować swoje życie osobiste czy towarzyskie.. My naszą dostawaliśmy dwa dni przed rozpoczęciem kolejnego tygodnia, w sobotę dowiadywałam się w jakich godzinach pracowałam w następny poniedziałek, o żadnym planowaniu czegokolwiek nie mogło być mowy. Ogólnie rzecz ujmując trafiłam do organizacji, w której od dłuższego czasu panował bałagan, takie już moje szczęście, zazwyczaj pakuję się prosto z jednej kabały w drugą. O samej pracy jednak chciałabym opowiedzieć więcej..

Zacznijmy od tego, kto to jest support worker. Z definicji jest to osoba, która udziela „wsparcia”. Udzielanie innym wsparcia jako zawód, sposób na życie – brzmi nieźle prawda? Taki trochę ksiądz, może pastor czy psycholog, czasem kojarzyć nas można także z pielęgniarką. To wszystko prawda. Ścijlej mówiąc support worker to najniższy szczebel szkockiego (brytyjskiego) systemu socjalnego, a zarazem podpora, na której się ten system opiera. Nie zrozumcie mnie źle – mam olbrzymi szacunek do tej pracy i do wszystkich ludzi, którzy ją wykonują, aczkolwiek gdybym chciała wyrazić się dosadnie, powiedziałabym, że to my jesteśmy ludźmi od tzw. „brudnej roboty”, dosłownie i w przenośni. Ktoś, zazwyczaj pracownik społeczny, decyduje (nie zawsze słusznie), że dana osoba ma takie i takie potrzeby, po czym kontaktuje się z organizacją, która wysyła „wsparcie”-nas. To my spędzamy z ludźmi długie godziny, czasem upływające na przyjemnej interakcji, bywa jednak także, że jest to bardziej„radzenie sobie”z kimś, niż przebywanie z nim.

Wyjaśnię może jeszcze tą „brudną robotę” w sensie dosłownym. Otóż do naszych obowiązków należy m.in. tzw. personal care czyli pomaganie przy kąpieli, prysznicu, podmywanie, zmienianie pieluszek. Wydawałoby się, że ten właśnie element stanowi potencjalnie największe wyzwanie dla nowych pracowników, muszę jednak przyznać, że mi nigdy nie przysporzył on żadnych problemów. Czasami po prostu czułam się jak matka – myjąca, kąpiąca, przebierająca czy przewijająca własne niemowle. Nic w tym obrzydliwego. Jasne, na początku się człowiek stresuje, nawet bardzo, bo kiedy robi to po raz pierwszy, to skąd ma wiedzieć, czy pupcia jest dobrze umyta a pieluszka odpowiednio zapięta. Ale po miesiącu wszystkie te czynności wykonuje się już automatycznie. Mówiąc szczerze – nic bardziej ludzkiego na tym świecie.

W tym miejscu przyznam, że nigdy nie pracowałam z mężczyznami. Jako kobieta wspierałam głównie inne kobiety (chociaż w wielu organizacjach różnie z tym bywa). Gdybym miała pracować z mężczyznami, zapewne przyszłoby mi to nieco trudniej. Sama nie wiem, ciężko stwierdzić. No dobrze, ale wsparcie którego udzielamy, to nie tylko higiena osobista, to cały szereg innych rzeczy, od porządków domowych począwszy, poprzez gotowanie obiadów i wsparcie psychiczne na tzw. social support skończywszy. Jakkolwiek smutno to zabrzmi, niektórzy ludzie potrzebują po prostu kogoś, kto spędziłby z nimi tych kilka godzin w tygodniu, chodząc od sklepu do sklepu, czy popijając kawę w kawiarni. Niektórzy również nie są w stanie z domu wychodzić sami, muszą zawsze znajdować się pod czyjąś opieką. Jeśli chodzi o pomoc rodziny, to różnie z tym bywa, poza tym my – support workers jesteśmy właśnie od tego, żeby rodziny takich osób chociaż trochę odciążyć i na tych kilka, kilkanaście, bądź w ekstremalnych przypadkach kilkadziesiąt godzin tygodniowo przejąć stery nad życiem ich najbliższych. Brzmi odpowiedzialnie? To prawda, nigdy wcześniej (pewnie również nigdy później mi się to nie zdarzy) nie podjęłam się bardziej odpowiedzialnego zadania.

Cdn.