facebook:
29.04

2016-04-29 7 min to read

Pokolenie ’89

Category : Rozmaite

Nazywam się K., rocznik ’89. Blisko rok temu wyjechałam z Polski. Dlaczego? Powodowana raczej pobudkami osobistymi niż możliwościami zarobkowymi. Dlaczego nie wracam do kraju? Tym razem chyba z drugiego powodu, ale w moim życiu może się jeszcze wiele zmienić.

Po raz kolejny stoję na rozdrożu. Ścieżka, którą dla siebie wybrałam, tu, w Szkocji, okazała się nietrafna. Szukam innej. Przy okazji budzą się we mnie refleksje. W dzisiejszym świecie czuję się zagubiona. Wiem, że nie jestem jedyna. Zaznaczę jednak, że chociaż uogólniam, piszę wyłącznie z osobistego punktu widzenia. Możecie się ze mną zgadzać lub nie, poglądy każdy ma własne.

Jesteśmy pokoleniem zbyt dużych możliwości. Urodzeni w roku ’89, przełomowy rocznik, data wielkich zmian. Przed nami nasi rodzice podążali z góry ustalonymi ścieżkami, zamknięci w pewnym systemie, przy zamkniętych granicach. Niewielu mogło czy odważało się na wyjazd z kraju i podróż w nieznane. Rocznik ’89 (my), rodzi się w Polsce kapitalizm, następują zmiany, „edukacja jest ważna”- powtarzają rodzice, pierwsze pokolenie z chłopskich rodzin, któremu udało się skończyć studia. Oni powoli pną się do góry, ciężko pracują po to, żeby pod koniec lat 90-tych mieć wreszcie własne „coś” – mieszkanie czy dom, psa, dwa telewizory. „Edukacja jest ważna, zdobądź dobrą pracę, inwestujemy w Twoją przyszłość po to, żebyś miał/miała łatwiejszy start niż my” – skądś to znacie?

Rocznik ’89, zarażeni ambicją rodziców idziemy na studia, wydają się nam jedyną drogą ku dobrej przyszłości, w trakcie okazuje się, że i bez studiów w obecnym świecie zajść można równie daleko, trzeba mieć tylko „pomysł na siebie”. Czujemy się skołowani, ale magisterkę piszemy i studia kończymy. Pytanie, co dalej?

Podzielić nas można na dwie grupy – ci o wykształceniu technicznym, oni sobie poradzą, gdziekolwiek się znajdą, tam będzie dla nich praca (takie pewnie było założenie). O szczęściu osobistym lepiej nie dyskutujmy. Grupa druga – humaniści, jedni z lenistwa czy braku zdolności (tak się o nas często mówi), inni z wyboru i z zainteresowań. Studiujemy, rozwijamy się, szkolimy zdolności analizy tekstu, staramy się zrozumieć współczesną kulturę, nabywamy szeroko pojętego obycia, odpowiedniego słownictwa, wiedzy. Kończymy studia i zastanawiamy się – co dalej? Jest nas mnóstwo, interesującej nas pracy znowóż nie tak wiele (ci, którym udało się znaleźć pracę marzeń mogą tutaj zaprzeczać). Uwarunkowania także mamy różne – niektórym finansowo pomogą rodzice, inni szybko muszą znaleźć pierwszą pracę, jedni wierzą w siebie i wytrwale dążą do celu wiedząc z góry czego chcą, innym wiary brakuje i często zdają się na przypadek, dryfują.

Pokolenie ’89, otwierają się przed nami granice, już w trakcie studiów pojawiają się możliwości wyjazdu „żeby dorobić”, oferty staży, praktyk, Erasmusy, rozmaite rozmaitości. Osobiście mam wrażenie, że jesteśmy rocznikiem eksperymentalnym. Wiele z tych opcji nie było dostępnych lub nie było tak popularnych wśród roczników poprzednich, z kolei roczniki przyszłe (ci, zaczynający studia 3-4 lata po nas) podobne doświadczenia zaczynają zbierać znacznie wcześniej, wiedzą od nas znacznie więcej i znacznie szybciej potrafią się w tym wszystkim odnaleźć, wytyczając sobie cele i ścieżki. A może to tylko opinie, które przejęliśmy od naszych rodziców, w kółko powtarzających „za moich czasów nie było takich możliwości, jakie wy młodzi macie teraz”? W ich przypadku zmiany zachodziły w ciągu dwudziestu lat, w naszym wszystko zmienia się dosłownie z dnia na dzień, różnice widać na przekroju 3-4 lat, taka dynamika czasów.

Pokolenie ’89. Nie tak wielu odważyło się wyjechać i rozpoczynać studia za granicą (chociaż takie opcje oczywiście już istniały, ale nie były równie popularne jak teraz). Wielu zdecydowało się wyjechać po dyplomie. Inżynierowie, technicy, lekarze nie mieli z tym problemu, plusy tzw. wykształcenia uniwersalnego. Jeżeli chodzi o humanistów to znaleźliśmy się trochę w kropce – ciekawi świata chcieliśmy wyjeżdżać, zbierać nowe doświadczenia (oczywiście tylko pewna grupa), ale nie bardzo wiedzieliśmy jak się do tego zabrać. Drogą okrężną, co często kosztuje wiele czasu i wysiłku. Nasze polskie wykształcenie niewiele znaczy tutaj w Wielkiej Brytanii. Dziennikarstwo, PR, Marketing, Event-organizing, instytucje kulturalne – nigdzie nie chcą nas tak łatwo przyjmować. Wiadomo, język na poziomie „native” jest ważny, nie „native’owi”, nawet z dobrym językiem trudno. Są oczywiście różne prace pośrednie, których się chętnie chwytamy, bo doświadczenia ciekawe, a płace lepsze niż w Polsce. Żyjemy z dnia na dzień, niektórych stysfakcjonuje cokolwiek „byle nie w Polsce” i są szczęśliwi, inni gorzknieją, a jeszcze inni ciągle poszukują.

O poszukiwaczach (to chyba rysa charakteru): przed nami decyzje. Europa stoi otworem – Anglia, Szkocja, Francja, Hiszpania.. Znamy języki obce, to często warunkuje nasze wybory, ale przecież kolejnego jesteśmy się w stanie nauczyć w ciągu roku, jeśli zdecydujemy się zamieszkać gdzieś indziej. No dobrze – dryfować po świecie (bo zarobki lepsze, bo można podróżować z łatwością), czy wracać do Polski, skąd wielu z nas wyjechało po pierwszym „zawodzie” w dorosłym życiu. Jakie to zawody? Ano różne, bo czy to pracy nie było dla nas w interesującym zakresie, czy była ale mało płatna, a może na umowę „śmieciową”, czy za polską pensję nie mogliśmy sobie pozwolić na dalekie wojaże, a może zanadto porównywaliśmy się do kolegów, którym się jakoś udało, nie wierzyliśmy w siebie. Często też korporacje przez jakiś czas wysysały z nas żywotne soki, odzierając z kreatywności. W Polsce w ojczystym języku niby nadal szansa na interesującą nas pracę jest, ale (no właśnie, tych ALE całkiem sporo).

Kolejny wybór – jeśli zostawać za granicą, to którą ścieżką podążyć? Życie często samo warunkuje wybory, ale my, ludzie kreatywni chcielibyśmy jednak mieć nad nim jakąś kontrolę. Kolejne studia i pożyczka studencka? Jest to jakaś opcja, tak samo jak założenie własnej działalności (trzeba na nią mieć pomysł), związanie się z  partnerem (w przypadku kobiet), który dobrze zarabia, zadowolenie się „robieniem byle czego byle tu, a nie tam”. Każdy wybiera dla siebie. Otwarte granice – otwarte wybory, większości ludziom jakoś to się układa, są względnie zadowoleni, ale co jeśli szukasz zadowolenia na poziomie 100%?

Skończyłam studia, niby wszystko mogę, mogę być w dowolnym miejscu na ziemi (no prawie), jechać gdzie chcę, robić co chcę. Szukam pomysłów, jeden miałam, ale nie wypalił, jestem w  punkcie startowym, czuję się zagubiona. Do tego odziedziczone przekonania (BAGAŻ) mieszkające gdzieś z tyłu głowy, że jest się coraz starszym i wypadałoby się ustabilizować. Oczekiwania rodziny czy znajomi śledzący „twój życiowy progres” na facebook’u, a może linkedlin’ie – to nie pomaga. To tylko dodatkowy stres. Konta na podobnych portalach pousuwałam, facebook co prawda zostawiłam, ale staram się wiele nie publikować na swoim prywatnym profilu, unikam również śledzenia losów kolegów. Bo po co? Dobra rada – zajmij się lepiej własnym życiem zamiast ciągle porównywać się z innymi. Ja wiem, Internet, social media – to wcale nie pomaga, rozprasza, wywołuje negatywne emocje i nie pozwala nam skupić uwagi na nas samych. Pokolenie ’89, mamy wahlarz możliwości we wszystkich kolorach tęczy. Chyba jestem daltonistą. Ludzie oczekują, że wybiorę jedną konkretną opcję i rzucę się w jej wir. A mi potrzeba skupienia, ja chcę żyć i wybierać świadomie.